Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2012

O Heniu, który nie został naukowcem

Obraz
Dawno, dawno temu mały Henio stawiający swe pierwsze kroki w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej (tak, studia mają odwrotną nazwę, ale czy jest coś, czego Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej nie przekręca?) był zafascynowany absolutnie wszystkim, czego przyszło mu się uczyć. Z wypiekami na twarzy słuchał każdego wykładu, przyswajał dzielnie wiedzę ze wszystkich możliwych źródeł, rwał się do pisania referatów i snuł swe nieśmiałe, acz ambitne plany na przyszłość. Tak, tak, marzyła mu się kariera naukowa. Chciał wiedzieć więcej, czytać więcej, uczyć się więcej i pisać mądre rzeczy. Wir zaczął go wciągać, czytał te naukowe teksty pisane przez mądrych, wykształconych ludzi, czytał, czytał... Aż w końcu któregoś dnia doszedł do wniosku, że nie ma bata, Henio nie będzie takich głupot pisać! Moja kariera naukowa zakończyła się zanim się zaczęła, ale ja tego dłużej nie zniesę! Weźmy taki bardzo mądry artykuł bardzo mądrego naukowca, który na przykładzie książki średniowi...

Czarny humor

Obraz
   - O, tego to już dawno nie ma.    - Dobrze się trzyma, ale różnicę widać.    - Jak oni wszyscy się pozmieniali!    - A ta to najbardziej.   Wiem, wiem, nieładnie. Kto nie zarechotał niech pierwszy rzuci ostatnim nazwiskiem w wyszukiwarkę.

Prawdy ponadczasowe

"W latach 1951-1968 kierował Działam Magazynów, który był działem niemal upośledzonym pod względem obsady personalnej. Jeżeli zdarzyło się, że ktoś w bibliotece do czegoś się nie nadawał, kierowany był wtedy do magazynów*." Pomimo upływu ponad półwiecza nic się w tej kwestii nie zmieniło. Stwierdzam jako praktykant odsiadujący wyrok właśnie w magazynie oraz jako stały bywalec bibliotek. Twierdzenie bez dowodu jest jedynie hipotezą, więc uważam za konieczne dodać króciutki dialog zasłyszany (uszami własnymi Heńka) w bibliotecznych lochach: - Kon'nichiwa! - Zobacz jaki mądry - po chińsku mówi. *  Brzozowska Zdzisława: Michał Ambros (1891-1984). "Studi a o Książce" 1986, T. 16, s. 288 .

I like Chopin

Obraz
Dziecięciem będąc miałam wyjątkowo długie włosy. Wujek mnie przekonywał jak to wygodnie mieć krótkie włosy jak on, bo to można się palcami czesać. Ja uparcie twierdziłam, że nigdy nie będę tak wyglądać. Jakże zaskakujące bywają koleje losu. Krótkie włosy mam od dłuższego czasu, ale zaczesywałam je do przodu i układałam grzywkę. Ostatnio rozleniwiłam się tak bardzo, że odechciało mi się nawet tego, więc trzy ruchy szczotki od czoła do samego karku uważam za wystarczające. Przez resztę dnia poprawiam fryzurę według dawnej porady wujka. Patrząc w lustro przestałam się zastanawiać co ja mam na głowie?!, a wszyscy mi powtarzają, że ładnie wyglądam, a czasem to nawet, że tak pięknie, że na pewno się zakochałam. Ale, ale... Od czego są najlepsi przyjaciele? Kubuś widząc mnie po dłuższym rozstaniu skomentował: - Już wiem jak wyglądał Chopin o poranku.   Kubuś natomiast wygląda jak... Kubuś. Już od przystanku autobusowego chwali się swoim wakacyjnym wyczynem: - 70 kilo! - ...

Spisane z rozrzuconych kartek

Obraz
Pomagam Eulalii w poszukiwaniu gumek do włosów i równocześnie tłumaczę jej, że znajdziemy, że na tym naszym końcu świata wszystko jest (oprócz jajek), bo to przecież nie koniec świata. - O, zobacz. Znalazłam Harrisona Forda. Opowieści jeszcze z zamierzchłych czasów Ojro Koniec Świata.   Jako że jestem wielką patriotką prędzej wymienię jedenastkę Niemiec niż Polski. Dlatego też widząc naszych piłkarzy w pewnym momencie zapytałam: - Co on sobie wytatuował na tej ręce? Kwiatki? - motyw, którego szczególnie nie lubię. A zwłaszcza u mężczyzn! - A co? Żabę miał sobie zrobić? - odcina się Eulalia. Jak wiadomo najciekawsze były mecze reprezentacji Polski i to nie ze względu na jakiś wielki patriotyzm, a tym bardziej porywającą grę naszych piłkarzy, ale ze względu na całe rzesze profesjonalnych komentatorów krzyczących za oknami: - Smuda, k***a, zmiany! Jedynym problemem było to, że w takich warunkach nie można oglądać meczu w HD. Najpierw zza okien dobiegają naszych...

Exam Break

Obraz
Wymyśliłam iście Scofieldowski plan na zdanie egzaminu z cywilizacji. - To znaczy? Będziesz uciekać? - pyta Eulalia. Jednak koncepcję miałam zgoła inną, a opracowując ją czułam się niczym wyżej wspomniany bohater. Szkoda tylko, że w tym momencie, gdy doszedł do wniosku, że w życiu nie zapamięta planu więzienia i wpadł w rozpacz. Byłam doprawdy bliska wytatuowania sobie na nadgarstku mapy Hiszpanii. Porozlepiałam sobie kolorowe karteczki rozkładając je mniej więcej według lokalizacji poszczególnych wspólnot hiszpańskich. Wydawało mi się, iż to właśnie zapewni mi sukces i pozowli nie pomylić gdzie znajdują się te wszystkie catedrale, iglesie i inne monstra czy tam monasteria. A gdzie tam! Na egzaminie i tak mi się wszystko po...ćwierkało. Całkiem nieźle opanowałam wiedzę o Salamance, więc korzystając z okazji, że pojawiło się takie pytanie napisałam wszystko dumna z siebie niezwykle. Niestety nie mogłam sobie przypomnieć świąt z Castilla-León, ale stwierdziłam, że najwyraźniej...

Heniu, czy ci nie żal?

Obraz
Dzień 1 Rozpakowałam się. Z myślą o nadchodzącym egzaminie wzięłam ze sobą skrypt i żeby go dobrze widzieć ulokowałam na stole. W samym kącie. Żeby nie widzieć go zbyt dobrze. Dzień 2 Niedługo po przyjeździe spacerujemy po ogrodzie i przyglądamy się krzakom malin. - Heniu, ty się na tym znasz. Ile malin możemy dziś zebrać? - Wiaderko - odpowiadam niezwykle precyzyjnie. - No bardzo śmieszne! Tu jest mnóstwo wiaderek: malutkich, dużych, średnich... Jakie wiaderko? - Malinowe. - To znaczy? - To niebieskie. Dzień 3 Sąsiad postanowił udać się na daleki, samotny spacer. Jak każdy dobry gospodarz zabrał ze sobą klucze, dokładnie zamknął drzwi do domku oraz furtkę - po co ma się ktoś tam pałętać, gdy jego nie będzie? Sąsiad ma 4 lata i zostawił na podwórku swoją babcię. Dzień 4 Mimo iż zwykle używam pseudonimów zamiast prawdziwych imion w tym jednym wypadku zrobię wyjątek. Po podwórzu sąsiadów (jak i całej wsi) rozchodzą się głosy nawołujące: Maaaaariuuuusz! Oo...