O Heniu, który nie został naukowcem
Dawno, dawno temu mały Henio stawiający swe pierwsze kroki w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej (tak, studia mają odwrotną nazwę, ale czy jest coś, czego Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej nie przekręca?) był zafascynowany absolutnie wszystkim, czego przyszło mu się uczyć. Z wypiekami na twarzy słuchał każdego wykładu, przyswajał dzielnie wiedzę ze wszystkich możliwych źródeł, rwał się do pisania referatów i snuł swe nieśmiałe, acz ambitne plany na przyszłość. Tak, tak, marzyła mu się kariera naukowa. Chciał wiedzieć więcej, czytać więcej, uczyć się więcej i pisać mądre rzeczy. Wir zaczął go wciągać, czytał te naukowe teksty pisane przez mądrych, wykształconych ludzi, czytał, czytał... Aż w końcu któregoś dnia doszedł do wniosku, że nie ma bata, Henio nie będzie takich głupot pisać! Moja kariera naukowa zakończyła się zanim się zaczęła, ale ja tego dłużej nie zniesę! Weźmy taki bardzo mądry artykuł bardzo mądrego naukowca, który na przykładzie książki średniowi...