Niby jak ja mam napisać esej o literaturze, skoro zamiast delektować się lekturą widzę tylko i wyłącznie błędy? Kiedyś tylko logiczne, dzisiaj również w tłumaczeniach i interpunkcji. Jak łatwe byłoby moje życie, gdybym się tego wszystkiego nie uczyła. Postanowiłam zaryzykować i widząc, jak Mendoza bredzi w książce Oliwkowy Labirynt , napisałam esej, w którym w możliwie łagodny sposób udowadniałam, że autor jest idiotą ignorantem i nie ma pojęcia, o czym pisze. Zacznijmy od tego, że humor w książce Mendozy opiera się na absurdzie, na sytuacjach niemożliwych, irracjonalnych, nielogicznych. Wiemy jednakże, że taka była intencja autora i że on również zdawał sobie sprawę, że to, o czym pisze wydarzyć się nie może. Z jednej strony mamy humor absurdu, a z drugiej świat przedstawiony, czyli świat, który sobie pisarz wymyślił mając wizje spirytus tyczne . Niby autor tworzy różne fantastyczne elementy, ale nawet w rzeczywistości, w której wiedźmy latają na miotłach, zwierzęta mówią, a ...