Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Co to za czary?

Obraz
Ja wiem, że straszna bida w kraju, ale żeby brakowało elementów w internetowej układance?! Odsunęłam to, co się udało ułożyć na prawo i, proszę, na górze pusto. Na dole pusto. Nawet skomentować nie mogę ani zapytać gdzie reszta.

Ponce Maricón

Obraz
Przypomniał mi się ostatnio jeden z bardzo nielicznych (a właściwie jedyny warty uwiecznienia) popis poetyczny Henia. Wyrób wierszopodobny opowiada o moim pluszowym misiu, któremu imię – Ponce Maricón (pozdro dla kumatych ;-D) – nadała Oli-Baba. Zdobycie go nie było proste, wymagało wielkiego oddania, lojalności, współpracy z przyjaciółmi; musiałyśmy kraść, oszukiwać, udawać ciążę, Oli-Baba poświęciła nawet kolczyka. Ponce, zanim zamieszkał na stałe u mnie, podróżował między mieszkaniem moim a prawowitej właścicielki, której jestem niezwykle wdzięczna za to, że w końcu się poddała. Ponce Maricón Siedzę w ciemności i barabuch,  maszkary śledzą każdy mój ruch. Przechodzą mnie ciarki i barabuch, już widzę, nadchodzi cicho jak duch. Lecz oto wyłania się zza rogu i barabuch Ponce Maricón - mój wierny druh. Razem nic nam nie straszne i barabuch, razem jesteśmy jak dzielny zuch. Umiemy się bronić i barabuch, na maszkarę wystarczy mocny dmuch. Tak nas nauczył i ...

Wayback Machine

Obraz
Uświadomiłam sobie wczoraj, że to już 10 lat jak Henio bloguje. Z tej okazji postanowiłam napisać notkę w stylu, który porzuciłam już dawno temu. Będzie to niesamowicie pasjonujący, fascynujący, wciągający, pouczający opis dnia z życia Trolejbusa. Włączam sobie zatem muzykę młodości, aby wprowadzić się w klimat i do dzieła. Najpierw zadzwonił budzik. Chwilę dłuższą niż zwykle zajęło mi zrozumienie "czego się drze?!", kim jestem, gdzie jestem, co się dzieje, dlaczego jest tak zimno i gdzie się podział mój sens życia. Wychodząc z domu zdałam sobie sprawę, że ktoś usunął mi z pamięci ostatnie godziny. Nie miałam pojęcia co robiłam przy drzwiach, dokąd powinnam iść i czy zrobiłam wszystko co powinnam była zrobić. Obwąchałam się, przejrzałam w lustrze i stwierdziłam, że skoro się umyłam i ubrałam to chyba mogę iść. Pierwsze zajęcia na uczelni pamiętam jak przez mgłę. Przyszedł jakiś Hiszpan. Chyba ten, co zawsze. Och, tak, mów do mnie jeszcze! Tylko mnie o nic nie pytaj, bo...

O Trolejbusie i trolejbusach

Kiedy to było? Wychodził człowiek z uczelni o 16 i spokojnie wracał do domu. Po roku sprawa nieco się skiepściła (na życzenie własne studenta) i zajęcia kończyły się o 18. W kolejnym roku student uznał, że właściwie to jeszcze ma wolne wieczory i trzeba coś z tym zrobić. Tym samym zaczął opuszczać uniwersytet o 19.30. Biorąc pod uwagę fakt, że plany zajęć nie przewidują późniejszych godzin, student sobie pomyślał, że gorzej już być nie może. I właśnie w tym momencie, w tym roku, magicznie pojawiła się na planie 20.25. Przyznam się szczerze, boję się kontynuować te studia. A skoro o lęku mówimy to trzeba wspomnieć jak to się do domu wraca dreptając wieczorem przez całe miasto. Dzień pierwszy Eulalia opowiedziała mi, jak to w autobusie pijaczek przystawiał się do jakieś kobiety. Pojawił się jednak dzielny obrońca i wdał się z pijaczkiem w bójkę. Na następnym przystanku pijaczek został wypchnięty z autobusu... i tak sobie leżał ni to na chodniku, ni pod kołami. Wszyscy wysiedli, ...

Poligloci na odwyku

Obraz
Bywają takie dni, że człowiek nie pamięta jak się nazywa. Siedzi na tej uczelni, co samo w sobie złe nie jest, bo zajęcia lubi, ale po dwunastu godzinach pracy umysłowej nie dociera do niego czym się różni padding od margin . No nie ma bata! Historia, którą opiszę wydarzyła się właśnie takiego dnia. Siedzę sobie na ławce czekając na Galletę i obserwuję ściany instytutu. Dostrzegam jakiś plakat i, żeby nie usnąć, skupiam na nim swoją uwagę. A film by Abel Gance - odczytuję, ale coś mi nie pasuje. Przecież mówi się o filme , a nie a filme (po portugalsku). Klepnęłam się w czoło, a gdy nadeszła moja towarzyszka niedoli opowiedziałam jej o wszystkim, żeby też się ze mnie pośmiała. Jednak Galleta była w stanie nie lepszym niż ja. - No bo to po francusku jest.

Mądry Miś: Błędy nasze

Obraz
Do niedzieli został jeszcze kwadrans, więc w gruncie rzeczy udało mi się zdążyć. :-D Program uparcie zawieszał się w trakcie nagrywania około szóstej minuty. Po pięćdziesięciokrotnym powiększeniu listy scen, udało mi się dojrzeć niepożądane ujęcie trwające ułamek sekundy, a jednak zdolne to zawieszenia całego programu. Razem z Mądrym Misiem przepraszamy za opóźnienie i zapraszamy serdecznie do obejrzenia nowego wideła! PS No tak, zapomniałam przygotować obrazek do slidera, więc zapewne zanim tę notkę opublikuję to już się zrobi niedziela.

Rozstrzygnięcie konkursu!

Obraz
Proszę o fanfary! Oto ogłaszam wyniki konkursu zamieszczonego w notce Kultura z lat pięćdziesiątych . Pytanie zaczerpnięte z książki Jana Kamyczka brzmiało: Jaka jest różnica między żoną a małżonką? Prawidłowa odpowiedź brzmi: Małżonki są to kobiety poślubione przez naszych rozmówców względnie adresatów ("...proszę przyjąć wyrazy szacunku dla Małżonki"). Żony zaś są to kobiety poślubione przez nas samych ("...moja żona przesyła pozdrowienia"). Po długich obradach dwuosobowej komisji, w której skład wchodzili Henio Trolejbus i Mądry Miś udało nam się wyłonić niekwestionowanego zwycięzcę. A została nim:  Joanna-Maille-Mariposa-DeJota! Wielkie brawa i serdeczne gratulacje! Joanna swą odpowiedzią zmiażdżyła konkurencję tak, że nikt więcej nie odważył się odezwać. ŻONA to ta kobieta, którą ma się już kawał czasu, nie koniecznie się już z nią współżyje, aczkolwiek czas i tradycja każą przy niej trwać, zaś MAŁŻONKA to nic innego jak MAŁA Ż...

Me want books!

Obraz
Jakiś rok temu napisałam notkę A Day in the Library , którą oparłam na osobistych doświadczeniach. Kilka dni temu znów miałam przyjemność (buahahaha! xD) odwiedzić Bibliotekę Główną UMCSu i odniosłam dziwne wrażenie, że szanowna dyrekcja nie tylko przeczytała moje wypociny, ale jeszcze wzięła je sobie do serca.  Pierwsza z czytelni, którą opisałam słowami: "Spotykasz się ze spojrzeniem pełnym lekceważenia i pogardy, w głosie wyczuwasz agresję, gdy oznajmiają, że trzeba zamówić. Jak śmiesz przychodzić tutaj i prosić o cokolwiek?" została zamknięta do odwołania. Właściwie to nic specjalnego, ponieważ w trakcie moich studiów zamknięto już 3 czytelnie. Z niecierpliwością czekam na rozwój sytuacji. Następnie napisałam jak udałam się do informatorium. I tutaj przeprowadzana jest prawdziwa rewolucja. Rok temu nie było tam nikogo, tylko wiatr hulał między stolikami. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy weszłam i człowiek (żywy człowiek!) zwrócił się do mnie słowami: ...

Mądry Miś: Księga pytań i odpowiedzi

Obraz
Dzisiaj mam dla Was notkę nie tylko napisaną, ale też przeczytaną. Czego można chcieć więcej? Mądry Miś jest lekko zestresowany w związku ze swoim medialnym debiutem, więc dodajcie mu otuchy i szepnijcie jakieś miłe słowo. ;-)

Kultura z lat pięćdziesiątych

Obraz
Dzisiaj zaprezentuję podręcznik, z którego zapewne korzystali Pickering i Higgins w edukacji Elizy. Jest to książka Jana Kamyczka (który tak naprawdę nazywał się Janina Ipohorska) "Grzeczność na codzień", która doczekała się siedmiu wydań. Mój egzemplarz jest nieco wybrakowany, ale jako samozwańczy specjalista, którego bibliotekoznawcze wykształcenie nadal stoi pod znakiem zapytania, śmiem twierdzić, iż jest to jedno z piewszych wydań, a więc rok 1955, 1956. Ten dość znany podręcznik savoir-vivre'u składa się z 27-u rozdziałów, z których każdy poświęcony jest jednemu, konkretnemu zagadnieniu. Po krótkim wstępie teoretycznym, z wyszczególnieniem najważniejszych zasad zachowania, znajdują się pytania czytelników i odpowiedzi autorki. Można by rzec, że to coś w rodzaju współczesnego forum internetowego, tyle tylko, że z większą klasą i kutr kurl kurtur kulturom osobistom. Zastanawialiście się kiedyś kto obok kogo, kto za kim, kto po lewej, kto po prawej, idzie po c...

Dziennik praktyk

Obraz
[Z archiwów depresyjnych] Z dedykacją dla DeJoty, która kilka dni temu polubiła na FB stronę instytucji. Dzień 1 Proszę zacząć od zapoznania się z instrukcją. BACH! To tylko 900 stron. "Teki z dokumentami należy układać na regałach systemem bibliotecznym: od lewej do prawej." Cóż za geniusz musiał wymyślić coś tak wspaniałego! A dokumenty i tak stoją odwrotnie. No ale po coś mnie tu wezwano, czyż nie tak? Dzień 2 - Możesz sobie wybrać: zajęcia z dziećmi lub dalsze porządkowanie dokumentów. Odpalę tylko kombajn i jadę do dzieci. Dzień 3 - Nie mam co robić, przeczytałam już cały Internet. Masz coś dla mnie? - pada pytanie w kierunku szefowej. JA MAM!!! Jeszcze 20 teczek z dokumentami. Dzień 4 - Skocz no z tym do prezydenta. Dzień 5 Nadal oczekuję na JEDNO zdanie bez wulgaryzmów. - Wybacz, że tak przy tobie bluzgamy, ale w instytucji kulturalnej inaczej się nie da. Wiem doskonale, sama bluzgam porankami, gdy tylko pomyślę, że znów muszę t...

Shaw, jego show i Henia szał

Obraz
G. B. Shaw: Pigmalion . Warszawa 1981. Podczas wakacyjnego porządkowania biblioteczki znalazłam książkę George'a Bernarda Shaw: "Pigmalion". Shaw był irlandzkim pisarzem, żył dłuuugo (1856-1950), zdobył nagrodę Nobla i Oskara za "najlepszy scenariusz adaptowany" do filmu "Pigmalion". Nie ma w historii drugiego takiego człowieka, który miałby na koncie obie te nagrody. Nie miałam do tej pory przyjemności czytać tego dramatu. I mowa tu o dosłownej przyjemności, gdyż lektura okazała się niezwykle interesująca i dotrwałam do końca. Zdarza mi się to rzadko, ponieważ:  Akcja mnie nie wciągnęła po dwóch stronach. SZRUST! (odgłos wydawany przez książkę wprawioną w ruch zamaszystym odrzutem.) Zdanie zaczyna się od "no". Nie umie pisać. SZRUST! Kolokwialny, ordynardy język. Od tego to ja mam Internet. SZRUST! Pełno sucharów. Widać, że kobieta pisała. SZRUST! Taa, a potem przyjechał książę na białym koniu. SZRUST! Już wiem kto zabił. SZ...

Ich bin back

Obraz
Ulegając naciskom światowych trendów ja również postanowiłam dodać słit focię z wakacji. Depresja z cyklu "wszystko co napiszę jest tak beznadziejne, że wstydzę się publikować" powoli ustępuje. Mam już nowe plany, szkice, może nawet pojawi się coś z tego, co winno tu zawisnąć jeszcze w czerwcu. Na początku pozwolę sobie streścić przebieg wakacji. Jak przystało na prawdziwą bibliotekarkę (i studenta, który musi się w końcu wziąć za pracę licencjacką) postanowiłam skatalogować wszystkie książki, jakie mam w domu. Spisałam je, pogrupowałam, ponadawałam sygnatury, zrobiłam listę w Excelu i kolorową mapkę mającą ułatwić poszukiwania. Och, mój drogi licencjacie, coś mi mówi, że z tego związku nic nie będzie. W domowej biblioteczce znalazłam wiele dowodów na to jak dzielnie Eulalia przygotowywała się do macierzyństwa: "Dziecko: pięlgnowanie i wychowanie" i "O rodzicielstwie" (wcale nie kupione dlatego, że autor nazywa się Spock :-D), "Rodzi s...

Achtung!

Obraz
Nowa notka? Nie będzie. Mam depresję. Oops, my bad, I never said I'd ever get it right.

Sesja za 3... 2... 1...

Obraz
Jak nie pomaga pół litra kawy to nie ma wyjścia - trzeba iść spać. Rozłożyłam się więc na uczelnianej ławce tuż obok uczącej się dzielnie Bailariny, która próbowała jednak zachęcić mnie do współpracy. - Zróbmy pracę domową z portugalskiego. - A kiedy będziemy spać? - Wyśpisz się po śmierci. Ku pokrzepieniu serc dodała: - Przy naszym trybie życia to już niedługo. Piosenka Weird Ala Yankovica doskonale oddaje atmosferę oraz stan ducha i umysłu studentów podczas sesji. Eeeeeeverything you know is wrong! Black is white, up is down and short is long. And everything you thought was just so important doesn't matter...

Como falar espanhol apenas num video! - SakE

Obraz
  I właśnie w ten sposób zdam egzamin ustny z hiszpańskiego.

Dzień dziecka

Obraz
Henio dostał prezent zaprojektowany specjalnie dla niego i jest tak wzruszony, że aż nie wie, co powiedzieć. Dziękuję, Darczyńco i Projektancie. Będę nosić codziennie, chwalić się na prawo i lewo, w górę i dół oraz podkreślać na każdym kroku od kogo dostałam.

João, och, João

Obraz
Czyż nie byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli sami sobie wybrać imię jakie chcemy nosić przez resztę życia? Coś o tym wiem, w końcu sama sobie wybrałam Henryka. Niestety, jako ledwie narodzeni jesteśmy mało komunikatywni, więc tę decyzję podejmują nasi rodzice. Do spółki z urzędnikami.  W Portugalii istnieje aktualizowana co jakiś czas lista imion dopuszczalnych i niedopuszczalnych. (Dla dzieci. Ludzkich dzieci. Imion dla dzieci, nie lista dla dzieci.) Lista ma 80 stron, więc proszę o wybaczenie, ale nie przejrzałam wszystkich. Zaczęłam, oczywście, od najpiękniejszego imienia żeńskiego, czyli Margarida . I czego się dowiedziałam? Można nadać synowi imię Margarido . Znaczy co? Małgorzat? Tak, ładne, ładne... Nie można nazwać córki Margarita ani Marga . Dlaczego? "Bo to po hiszpańsku jest! Pieprzone tortille! Nasze piękne portugalskie dzieci nie będą się tak nazywać, tfu!" Spójrzmy teraz jak możemy urozmaicić imię Maria . Nie, nie przytoczę wszystkich przykładów, za du...

Dwa grubasy

Obraz
Zmieszczę się, zmieszczę. Zobaczysz, że się zmieszczę! I tak tylko mnie brakowało w tym bałaganie. Podesłał mi to Kubuś. Nie wiem co to, nie wiem, o co chodzi, ale zdecydowanie jest o mnie. :-D

Żabie kompozycje

Obraz
Przy użyciu jednego zdjęcia możemy stworzyć różnego rodzaju kompozycje. Naszym punktem wyjścia jest kompozycja statyczna. Żaba siedzi. Możemy z tego zrobić kompozycję dynamiczną. Żaba skacze. Kluczowym elementem kompozycji otwartej jest jej niekompletność. Widzimy coś, ale zastanawiamy się, co będzie dalej. Tutaj mamy żabę bez głowy. I nie wiemy co będzie dalej. Skąd możemy wiedzieć, że żaba nie ma głowy szkockiej krowy?

Motyla noga, wykształcenia mi się zachciało!

Obraz
- Jaki masz temat pracy? - Taki jak wszyscy na moim seminarium. - To znaczy? - "Wstydzę się przyznać." granice absurdu  Podobno historia, którą chcę opisać nie jest oryginalna. Podobno tak po prostu jest. Wszędzie, wszerz i wzdłuż do granic absurdu. Nie wiedziałam. Z jakiegoś idiotycznego powodu spodziewałam się sprawnie działającej współpracy na linii promotor - seminarzysta. O, słodka naiwności! Zaczęło się już dawno temu, gdy wybrany przeze mnie Promotor Pierwszy pytał jakie mamy pomysły na nasze prace. Miałam pewien chytry plan: - Bibliografię osobową podmiotową chętnie przygotuję. - Ale nie wszyscy na tym seminarium mogą robić bibliografie! Ktoś musi pisać prace teoretyczne! Dostałam zatem temat teoretyczny. Całkiem przyzwoity, przyjemny do pisania (do pewnego momentu, ponieważ wykańczając to dzieło mojego życia nie mogłam już na nie patrzeć. Ale początkowo było naprawdę nieźle.) Promotor pomagał, podpowiadał, doradzał. Irytować - irytował, ale pom...