Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2015

Tłumaczenie albo psikus

Obraz
Jako że dzisiaj Halloween, które z racji wyznawanego systemu filozoficznego obchodzę, opowiem Wam straszną, przerażającą, mrożącą krew w żyłach opowieść. Będzie to druga część Dr Jekylla i pana Tłumacza . Zatem, jeśli jesteście na tyle odważni, zgaście światła, włączcie nastrojową muzykę i oddajcie się lekturze. Łohoho, też mi robota – tłumaczenie. Co w tym może być trudnego? Se znajdujesz hasło i se spisujesz. Co to, w słowniku nie ma podskarbiego litewskiego ? Jest, akurat podskarbi litewski to mój najmniejszy problem. Wyobraźmy sobie, że autor oryginału jest debilem. Zdarza się, kto mu zabroni? Teksty kompletnie idiotyczne, bez ładu i składu można tłumaczyć bez poprawek. Czytelnik nie będzie miał wątpliwości, kto tu jest idiotą. Znacznie gorzej, gdy autor jest przeciętny, ale się stara i tylko czasem pomyli znaczenie wyrazów, które wyrażają podobne koncepty albo w utartym zwrocie podmieni wyraz na bardzo zbliżony znaczeniowo i sprawi, że wyrażenie jest niby poprawne, ale nie...

Dr Jekyll i pan Tłumacz

Obraz
Nie chcę się chwalić, ale muszę – mówię po polsku. I to całkiem nieźle, cały czas się rozwijam, czytuję porady, przeglądam słowniki, sięgam do wiarygodnych źródeł (jak by urocza wykładowczyni z tytułem doktora nie była, nie uwierzę, że konstrukcja „ ubrać krawat ” jest poprawna) i dbam o to, aby moja polszczyzna była jak najbliższa perfekcji. Poprawiam nawet teksty innych osób, ale tylko wtedy, gdy sobie tego życzą. W pracy nie zwracam uwagi na „opłukasz” – regionalizmy błędami nie są, a skoro wszyscy tam tak mówią, to chyba mogę to uznać za lokalizm . Niech sobie płukają , ja wypłuczę . Wszystko pięknie, tylko skrywam pewną straszną tajemnicę. Czasami dr Jekyll (Henry zresztą) języka polskiego staje się... panem Tłumaczem! [grzmoty za oknem, złowieszczy śmiech i piąta symfonia Beethovena] Z tłumaczeniami jest tak, że na początku wszystko wydaje się takie prościutkie. „Na początku” oznacza przy pierwszym czytaniu – rozumiem tekst, łatwy, zaraz to wszystko ładnie napiszę. Po...

Leci mucha po miód

Obraz
Leci mucha po miód, czyli krótka refleksja o stanie literatury polskiej i światowej, obecnej, przeszłej i zapewne przyszłej – opowiadanie. Zazdroszczę moim przyjaciołom. Od dzieciństwa mieli pomysł na swoją przyszłość i trzymali się go, dążyli do wytyczonego celu. Wiedzieli dokładnie, czego chcą od życia i jak to osiągnąć. Ja zawsze coś zmyślałem, gdy pytano mnie , co będę robił, jak będę duży. Może to z powodu tej baśni, którą czytała mi ciocia? Pamiętam, jak podsłuchałem mamę, gdy tłumaczyła swojej siostrze, że Kopciuszek Andersena uczy jedynie, że najważniejsze w życiu to być pięknym, bogatym i nie pracować. Może to ta baśń sprawiła, że nie byłem jak moi przyjaciele? Wojtek, jak większość chłopców, chciał zostać strażakiem. Miał jakieś pięć lat, gdy w domu jego sąsiadów wybuchł pożar. Rzecz miała miejsce podczas srogiej zimy. Sąsiadka dokładała właśnie do pieca, takiego kaflowego, jakie można jeszcze spotkać na wsiach, gdy kilka rozżarzonych kawałków drewna osunęło się na ka...