Posty

Wyświetlam posty z etykietą Złośliwiec

Star Wars: Henio Awakens

Obraz
STAR WARS! UWAGA! SPOILER! Ale tylko pierwszych sześciu części. Otworzyłam podręcznik do włoskiego. Znalazłam odmianę czasownika w passato remoto. Włączyłam komputer. Wpisałam w Google altruismo. Przewinęłam na dół pierwszą stronę wyników wyszukiwania. Otworzyłam plik o nazwie antychryste.doc, czyli moją pracę magisterską. I w tym momencie przypomniałam sobie, że przecież muszę obejrzeć wszystkie części Gwiezdnych Wojen zanim udam się na Przebudzenie Mocy . Pamiętam, że ostatnim razem, po obejrzeniu filmów po raz sto pięćdziesiąty, pochwaliłam się, że w końcu udało mi się zrozumieć, o co chodzi, kto z kim, dlaczego, jaka republika, jaka federacja. Ogarnęłam wtedy wszystko. Niestety, minęło trochę czasu, a mi pozostało wspomnienie, że zaczęło się od podatków. Próbowałam znowu zrozumieć sens całej historii, ale czytając napisy Mrocznego Widma doszłam do jedynej słusznej konkluzji: „ Fuck this shit , Darth Maul jest zajebisty.”

Mniej ziemniaków, więcej jarzyn 2

Obraz
  W komentarzu do pierwszej części Tigram napisała: Dodaj, że dobrze ćwiczyć boso, bo to zdrowo, ale lepiej w obuwiu by nie obciążać stawów. Warte uwagi jest także stwierdzenie, że ćwiczyć można nawet w domu, jeśli nie stać nas na siłownię, ale najgorzej jest ćwiczyć w domu, bo nikt nam nie skoryguje błędnie wykonywanych ćwiczeń, co może doprowadzić do nieszczęścia i problemów ze zdrowiem. Odpowiedziałam: Jak już napisałam to znalazłam w gazecie artykuł, w którym dietetyk radzi odstawić produkty z mąki pszennej, mięso i wędliny, żółty ser, kawę, herbatę, słodycze i sztuczne dodatki. Tę notkę można by pisać bez końca. No to jadę dalej walcem. Cukier, nasz wróg. Cukier czai się wszędzie, nawet w pieczywie. Kajzerka-morderca! Lepiej zastąpić pieczywo waflami ryżowymi. Jednak są one produktem wysokoprzetworzonym, o wysokim IG, spowalniają metabolizm, powodują odkładanie się tkanki tłuszczowej, więc poleca się zamiast nich pieczywo chrupkie. Trzeba jednak pamiętać, że ma n...

Lodzio Miodzio

Obraz
Wiedziałam, że nie będzie Internetu. Wiedziałam, że nie będzie ciepłej wody. Wiedziałam, że nie będzie łazienki. Wiedziałam, że nie będzie lodówki. Wiedziałam, że nie będzie telewizji. Ale żeby radia nie było?! Okazało się, że raptem kilka...dziesiąt kilometrów poza Lublinem nie da się złapać mojej ulubionej stacji. Nie będzie disco polo, za horyzontem nie będzie lodzio miodzio. Dałam szansę dużej, poważnej stacji nadającej lepszą muzykę, z wyższej półki. Najpierw zostałam uraczona solidną dawką reklam: o rzygających dzieciach, o psie z biegunką i o maści na hemoroidy. Następnie zapowiedziano jakiś młody polski talent, który brzmiał tak samo jak tysiące podobnych „talentów” śpiewających o trójkątach i kwadratach, źle akcentując wyrazy, bo im tekst nie pasuje do rytmu. Słuchałam tekstu tego przeboju lata, ręce mi opadały coraz niżej, jednak gdy usłyszałam suche łzy w morzu łez to mnie szlag trafił i wyłączyłam radio. Za wysoka dla mnie ta półka, sama sobie pośpiewam. Popłynę biał...

Mniej ziemniaków, więcej jarzyn

Zainteresował mnie ostatnio temat odżywiania. Czytam uważnie wszelkie artykuły, w których określenie „zdrowy” przeplata się z „odchudzający”, dodatkowo książki i profile trenerów fitness, fora internetowe i komentarze przeciętnych, prostych ludzi. Wyłonił mi się z tego jasny i klarowny obraz dobrze zbilansowanej, zdrowej (czyli odchudzającej) diety. Po pierwsze należy jeść ryż, aczkolwiek lepiej go nie jeść, ponieważ jest wysokokaloryczny. Świeże warzywa, a nie jakieś mrożonki, ale przecież to właśnie mrożone zawierają więcej witamin. Polecane są również owoce, chociaż zawierają cukier i należy ich unikać tak samo jak słodyczy (oprócz czekolady i lodów, które są zdrowe). Warto również pamiętać, że jabłko zjedzone przed posiłkiem odchudza, a jabłko zjedzone po posiłku tuczy. Twaróg to doskonałe, dietetyczne źródło białka, aczkolwiek wyłącznie ten chudy, chociaż odtłuszczone produkty zawierają więcej innych śmieci, w przypadku nabiału jest to cukier – laktoza. Jogurty można, ale wy...

Miłość na ścieżkach rowerowych 2

Nowe słuchawki – są, naprawione rolki – są, naładowany odtwarzacz mp3 – jest, tylko nie działa. Nic mnie nie powstrzyma, jadę i tak. Ostatnio najbardziej przeszkadzają mi traktory. Nie dość, że trudno je ominąć, jeżdżą we wszystkie strony, to jeszcze po skończonej pracy zostawiają ścieżkę w opłakanym stanie. Powinni mi zwrócić za nowe kółka. Jeśli chodzi o samych użytkowników ścieżek to zafascynował mnie mężczyzna robiący pompki. Niech sobie ćwiczy, pewnie. Tylko po co mu tablet przed nosem? Staję się technologicznym analfabetą, przestaję ogarniać świat, który mnie otacza. Powiedzmy sobie szczerze – kto jeszcze korzysta z odtwarzaczy mp3? Ja już na pewno nie. Najciekawszym zagospodarowaniem ścieżki z jakim się spotkałam (zaraz po wybiegu dla konia) było puszczanie latawców. „Taki sznurek w poprzek korytarza [...] zasadzka partyzancka na motocyklistów.” Tak, wiem, nie znacie tego cytatu. Pochodzi ze skeczu kabaretowego początku lat dziewięćdziesiątych. Mówcie mi „dinozaurze”....

Niedziela

Po czym rozpoznać świąteczny dzień? Po tym, że menele pod śmietnikiem stoją w czystych garniturach. Menele to obraźliwe określenie, a to właściwie całkiem sympatyczni ludzie, którzy sobie spacerują, czasem coś wypiją i wygodnie im przysiąść na tej konstrukcji pod śmietnikiem. Jeden z nich zawsze mówi mi uprzejmie „Dzień dobry pani”. Nie mam pojęcia, kto to jest, on na pewno nie wie, kim ja jestem. Zresztą, zwykle jest w takim stanie, że nie podejrzewam go o rozpoznawanie kogokolwiek. Ale jak wstawiony by nie był, zawsze tak samo grzeczni i uprzejmie mówi „Dzień dobry pani”. Drugi rozgląda się po śmietniakch... znaczy rozglądał się, bo już nie wolno. Wygrzebywał resztki chleba i karmił gołębie. Teraz pojawiły się tabliczki o zakazie dokarmiania ptaków, tuż obok tych o zakazie wyprowadzania psów i grania w piłkę. Wybijmy zwierzęta, zbudujmy parkingi na trawnikach i nie róbmy dzieci. Będzie w końcu czysto i cicho – przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne. Swego czasu pies spacero...

Możemy już wracać?

Z dedykacją dla Sylwii, żeby miała co czytać zamiast się uczyć. Oraz z dedykacją na wszystkich moich towarzyszy tamtej niedoli (mam nadzieję, że wybaczycie mi chronologiczne nieścisłości), zwłaszcza Joanny i Beaty.   Po co wymyślać nieprawdziwe historie pełne fikcyjnych postaci i sztucznych wydarzeń, gdy mogę po prostu opisać jedną z wycieczek, które naprawdę odbyłam i zaprezentować cały mój entuzjazm: możemy już wracać? Jestem tą osobą, która gdy słyszy, że musi przejechać samochodem 50 km zaczyna liczyć, ile godzin zajmie przejście tego dystansu piechotą (8 godzin i 20 minut bez przerw), natomiast po spędzeniu tej godziny w samochodzie robi się blada jak ściana. W programie drugiego roku studiów bibliotekoznawczych znajduje się obowiązkowa, pięciodniowa wycieczka. Płaci za nią uczelnia, więc polega ona na jeżdżeniu po Polsce i odwiedzaniu miejsc, do których można wejść za darmo lub za niewielką opłatą. Chciałam wrócić z tej podróży jeszcze zanim spakowałam wal...

Miłość na ścieżkach rowerowych

Obraz
Jako że dziś walentynki, napiszę o czymś, co kocham: co widzę, gdy jeżdżę na rolkach. Osobiście uważam, że ścieżka rowerowa jest rowerową tylko z nazwy i tak naprawdę jest terenem przeznaczonym do uprawiania różnych sportów tak, aby nie sprawiać zagrożenia dla innych osób. Wielu rowerzystom marzy się ścieżka tylko dla nich, co przypomina mi postawę osób postulujących zakaz wstępu dzieciom do jakicholwiek przestrzeni publicznych: restauracji, sklepów czy przystanków autobusowych. Nie bądźmy egoistami, zmieścimy się wszyscy, świata nie zabraknie. Mnie, na przykład, nic i nikt nie przeszkadza na ścieżce rowerowej oprócz... rowerzystów. Nie lubię, gdy naprzeciwko mnie jedzie rowerzysta trzymający spokojnie dłonie na udach, bo przecież jest mistrzem w jeździe bez trzymanki. Nie lubię tego, ale to jeszcze nie irytacja. Irytują mnie rowerzyści, którzy trzymają jedną rękę na kierownicy, a drugą, razem z głową kierują do torebeczek czy kieszeni umieszczonych tak, że nie mają możliwoś...

Ja latam!

Obraz
Lekcja pierwsza jazdy na deskorolce Umiem skręcać w prawo. Lekcja druga Umiem skręcać w lewo. Lekcja trzecia Jadę slalomem. Lekcja czwarta Jadę prosto. Lekcja piąta Jadę szybko. Lekcja szósta Ja latam! Ja latam! – Może byś sobie kupiła taki ochraniacz na zęby jak mają bokserzy? – zaproponowała Eulalia robiąc mi opatrunek. Uznałam wtedy, że bardziej adekwatną nazwą dla mojego nowego pojazdu będzie deskoLOTKA. Akurat kilka dni po moim tragicznym wypadku oglądałyśmy z Eulalią Powrót do przyszłości 2 ("dawno nie było"). Czekałam tylko na tę jedną scenę. Tę scenę, która rozbudzała wyobraźnię wszystkich przyszłych deskorolkarzy. Któż nie chciał tak jak Marty jeździć na desce do szkoły? Ja z realizacją marzenia czekałam 15 lat i absolutnie było warto! Tylko muszę jeszcze dokupić ochranicze. W drugiej części filmu, w roku 2015, Marty porusza się na różowej desce, która nie jeździ, tylko unosi się nad ziemią (po co ja to piszę? Jest ktoś, kto tego ni...

Nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem

Przeglądam oferty pracy, może akurat ktoś mnie szuka. Zaczynam mało ambitnie. Sprzątaczka Wymagania: zaangażowanie wysoka motywacja do podjęcia pracy Mam wysoką motywację do zarabiania pieniędzy. Jak to to samo, to możemy się dogadać. Praca fizyczna Wymaganie: Orzeczenie o niepełnosprawności. Praca biurowa, wymagany język obcy. O, coś dla mnie, znam nawet trzy. Wymagany niemiecki lub francuski. -.- Dla studentów filologii obcych sześciomiesięczny, bezpłatny staż z opcją przedłużenia współpracy Marzyłam o tym. O, prosz. Jest coś. Pisownia oryginalna. redaktor tekstów polsko- i obcojęzycznych z językiem hiszpańskim Wymagania: kierunkowe wykształcenie (preferowana filologia hiszpańska, filologia polska, lingwistyka stosowana albo kierunki pokrewne) doskonała znajomość języka obcego (hiszpańskiego, najlepiej także znajomość języka angielskiego) przygotowanie do pracy z tekstem obcojęzycznym, dyspozycyjność i elastyczność, mile wi...

Eurowizja Spoko

Obraz
Notka przeterminowana tylko o dwa miesiące. Wtedy to miał miejsce konkurs piosenki znany pod nazwą Eurowizja. Polskę reprezentowali Cleo i Donataaaan z utworem My Słownianie . W ostatnią niedzielę przed konkursem wyemitowano odcinek rancza, w którym swoje umiejętności zaprezentował zespół Duo Spoko, czyli Patryk Pietrek i Jola. Eulalia była jedną z tych szczęśliwych osób, które nie słyszały przed Eurowizją piosenki My Słowianie . Bardzo chciałam jej zaprezentować tę patriotyczną pieśń, ale najpierw musiałam ją przestrzec. – Nie przestrasz się, ale tam w jednym wersie padają słowa „ nasze panie nie mają kompleksów, bo nie mają powodów by ich mieć ” . – A, to znam! To Pietrek napisał!

Sliders: ślizg na samo dno

Obraz
Bywa tak, że odnajdujemy w Internecie seriale, które porywały nas w dzieciństwie. I oglądamy. Odcinek, dwa... I na tym kończymy, bo to już nie to samo, co kiedyś. Czujemy się rozczarowani. Ale bywa też tak, że oglądamy sezon, dwa... i łomatkoscórko! nie możemy się oderwać. Rozczarowanie przychodzi później. Przykładem takiego serialu jest Sliders (to trzeba usłyszeć). Co za idiota wymyślił Piąty Wymiar ?! O co chodzi? O fizyczne pojęcie czasoprzestrzeni wielowymiarowych. Jak mogliście nie wiedzieć? Ale dlaczego akurat piąty? Bo u Wellsa były cztery? Ale on podróżował w czasie, a w Slidersach mówią wyraźnie, że podróże w czasie nie są możliwe, więc jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Pięć wymiarów to oni zwiedzają w pierwszych dwóch odcinkach. Głównym założeniem serialu jest to, że wymiarów jest osiem. Ale w poziomie! ∞ Ale może od początku. Sliders – to serial produkowany w latach 1995-2000, który opowiada o pozdróżowaniu między równoległymi światami, które rozwijały się inac...

Oliwkowy labirynt absurdu

Obraz
Niby jak ja mam napisać esej o literaturze, skoro zamiast delektować się lekturą widzę tylko i wyłącznie błędy? Kiedyś tylko logiczne, dzisiaj również w tłumaczeniach i interpunkcji. Jak łatwe byłoby moje życie, gdybym się tego wszystkiego nie uczyła. Postanowiłam zaryzykować i widząc, jak Mendoza bredzi w książce Oliwkowy Labirynt , napisałam esej, w którym w możliwie łagodny sposób udowadniałam, że autor jest idiotą ignorantem i nie ma pojęcia, o czym pisze. Zacznijmy od tego, że humor w książce Mendozy opiera się na absurdzie, na sytuacjach niemożliwych, irracjonalnych, nielogicznych. Wiemy jednakże, że taka była intencja autora i że on również zdawał sobie sprawę, że to, o czym pisze wydarzyć się nie może. Z jednej strony mamy humor absurdu, a z drugiej świat przedstawiony, czyli świat, który sobie pisarz wymyślił mając wizje spirytus tyczne . Niby autor tworzy różne fantastyczne elementy, ale nawet w rzeczywistości, w której wiedźmy latają na miotłach, zwierzęta mówią, a ...

Sunday Morning

Niedziela. Weekend. Słodkie lenistwo. Lenistwo jak lenistwo. Pomimo moich błagań, próśb i gróźb, praca licencjacka nie chce się sama napisać. Obudziłam się i za nic nie chciało mi się wstawać, żeby szukać zegarka. Dlatego postanowiłam nasłuchiwać. Z kuchni słyszę harmider i wygląda na to, że tworzony przez więcej niż jedną osobą. Znaczy: domownicy już na nogach. Jako że nadeszła wiosna, sypiam przy otwartym oknie, które to znajduje się na parterze, tuż przy wejściu do klatki. Słyszę zatem każde tupanie, a nawet cichutkie rozmowy (sąsiedzi, strzeżcie się :>). Dzisiaj usłyszałam grupę mężczyzn, którzy naprawiali samochód. Oni rozmawiali, silnik rzęził. Analizując wszystkie dochodzące moich uszu sygnały wpadłam w lekką panikę stwierdzając, że zaspałam i, jak nic, wybiło już południe. A przecież praca licencjacka! I jeszcze tuziny innych referatów – zaczynam wątpić, czy rzeczywiście są dla nas korzystniejsze niż egzaminy. Sięgam po zegarek i co widzę? 6.53. Szósta pięćdziesiąt tr...

Tylko nikomu nie mówcie!

Obraz
– Zobacz, Eulalia, kto mówi, że pracy nie ma? Praca jest! Nic, tylko brać! I robić, robić, robić... I nikt ci za to nie zapłaci. O, tutaj na przykład, dostaliśmy ofertę od naszej wykładowczyni. Zaznaczono, że wiadomość jest własnością bla bla bla, nie wolno jej kopiować, ujawniać informacji, bla bla bla. Dlatego nie mów nikomu, że ci powiedziałam. Pewna poważna instytucja z dużego portugalskiego miasta poszukuje studentów posługujących się językiem portugalskim. Wystarczy sobie opłacić przejazd, zakwaterowanie, generalnie zainstalować się na własny koszt w stolicy Portugalii i bezpłatny staż jest twój! Nie sprecyzowali, ile godzin trwają takie praktyki ani co wchodzi w zakres obowiązków, ale nie zdziwiłabym się, gdyby to było zbieranie bawełny. W ogłoszeniu nie ma nic o znajomości języka polskiego. Nie mogą sobie tam na miejscu znaleźć jakiegoś frajera? – Spójrz na to z drugiej strony. Możesz sobie potem wpisać taki staż w CV. – Taa... Jak się będę ubiegać o bezpłatne praktyk...

Co to za czary?

Obraz
Ja wiem, że straszna bida w kraju, ale żeby brakowało elementów w internetowej układance?! Odsunęłam to, co się udało ułożyć na prawo i, proszę, na górze pusto. Na dole pusto. Nawet skomentować nie mogę ani zapytać gdzie reszta.

O Trolejbusie i trolejbusach

Kiedy to było? Wychodził człowiek z uczelni o 16 i spokojnie wracał do domu. Po roku sprawa nieco się skiepściła (na życzenie własne studenta) i zajęcia kończyły się o 18. W kolejnym roku student uznał, że właściwie to jeszcze ma wolne wieczory i trzeba coś z tym zrobić. Tym samym zaczął opuszczać uniwersytet o 19.30. Biorąc pod uwagę fakt, że plany zajęć nie przewidują późniejszych godzin, student sobie pomyślał, że gorzej już być nie może. I właśnie w tym momencie, w tym roku, magicznie pojawiła się na planie 20.25. Przyznam się szczerze, boję się kontynuować te studia. A skoro o lęku mówimy to trzeba wspomnieć jak to się do domu wraca dreptając wieczorem przez całe miasto. Dzień pierwszy Eulalia opowiedziała mi, jak to w autobusie pijaczek przystawiał się do jakieś kobiety. Pojawił się jednak dzielny obrońca i wdał się z pijaczkiem w bójkę. Na następnym przystanku pijaczek został wypchnięty z autobusu... i tak sobie leżał ni to na chodniku, ni pod kołami. Wszyscy wysiedli, ...

Me want books!

Obraz
Jakiś rok temu napisałam notkę A Day in the Library , którą oparłam na osobistych doświadczeniach. Kilka dni temu znów miałam przyjemność (buahahaha! xD) odwiedzić Bibliotekę Główną UMCSu i odniosłam dziwne wrażenie, że szanowna dyrekcja nie tylko przeczytała moje wypociny, ale jeszcze wzięła je sobie do serca.  Pierwsza z czytelni, którą opisałam słowami: "Spotykasz się ze spojrzeniem pełnym lekceważenia i pogardy, w głosie wyczuwasz agresję, gdy oznajmiają, że trzeba zamówić. Jak śmiesz przychodzić tutaj i prosić o cokolwiek?" została zamknięta do odwołania. Właściwie to nic specjalnego, ponieważ w trakcie moich studiów zamknięto już 3 czytelnie. Z niecierpliwością czekam na rozwój sytuacji. Następnie napisałam jak udałam się do informatorium. I tutaj przeprowadzana jest prawdziwa rewolucja. Rok temu nie było tam nikogo, tylko wiatr hulał między stolikami. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy weszłam i człowiek (żywy człowiek!) zwrócił się do mnie słowami: ...