To ja jestem pro-life
Dawno, dawno temu, w latach 1956-1992 w Polsce aborcja była legalna w przypadku „trudnych warunków życiowych kobiety ciężarnej”, bez dalszego precyzowania. Jak widać, większość osób, krzyczącycych dzisiaj, jak to wymrzemy, bo kobiety będą się skrobać na potęgę, urodziło się w czasach, gdy legalne przerwanie ciąży nie było żadnym problemem. No i proszę, jakoś przetrwali. Dzisiaj kobieta nie może się powołać na trudną sytuację. Nawet jeżeli ma już dzieci, musi się nimi zajmować, a dodatkowo jeszcze pracować i nie stać jej na kolejne maleństwo, jak wpadła, to wpadła i po niej. Dopiero po porodzie państwo dostrzeże jej trudną sytuację, zabierze wszystkie dzieci i odda obcym ludziom na przechowanie za opłatą. To ja jestem pro-life, bo jestem za życiem, a nie tylko za rodzeniem. Chociaż za rodzeniem też jestem. Chcę, żeby w Polsce rodziło się dużo szczęśliwych i kochanych dzieci, tylko skąd one się wezmą, gdy kobiety będą się bały zachodzić w ciążę, a lekarze w cokolwiek wtrącać? N...