A może to toczeń?
Generalnie uważam się za człowieka zdrowego, zdecydowanie hipochondrykiem nie jestem, lekarzy omijam szerokim łukiem, mimo mej ogólnej tolerancji dla świata, do każdego lekarza jestem z góry uprzedzona, w szpitalach nie bywam. Niestety przydarzyło mi się kolejne doświadczenie z polską służbą zdrowia, które w niczym nie zmieniło moich poglądów i uprzedzeń. W czwartkowy wieczór jak i piątkowym wczesnym rankiem dostałam silnego atatku bólu gdzieś w okolicach lewej nerki. Po proszkach przeciwbólowych wydawało się, że przychodzi. Wstałam jak zawsze, wypiłam kawkę, umyłam się i zaczęłam się zastanawiać. Snułam czarny scenariusz jak ból mnie łapie w środku zajęć i cóż ja wtedy pocznę? Podjęłam dezycję, że nie pójdę na zajęcia, poleżę jeden dzień w łóżeczku, żeby mieć pewność, że przeszło. Absolutnie nie wybierałam się do żadnego lekarza. Już ja wiem, jak to się kończy. Z czym bym nie szła, zawsze to samo. Mogłabym pójść z nogą odrąbaną siekierą i usłyszłabym jedynie: - Jest pani w cią...