Posty

Co to za czary?

Obraz
Ja wiem, że straszna bida w kraju, ale żeby brakowało elementów w internetowej układance?! Odsunęłam to, co się udało ułożyć na prawo i, proszę, na górze pusto. Na dole pusto. Nawet skomentować nie mogę ani zapytać gdzie reszta.

Ponce Maricón

Obraz
Przypomniał mi się ostatnio jeden z bardzo nielicznych (a właściwie jedyny warty uwiecznienia) popis poetyczny Henia. Wyrób wierszopodobny opowiada o moim pluszowym misiu, któremu imię – Ponce Maricón (pozdro dla kumatych ;-D) – nadała Oli-Baba. Zdobycie go nie było proste, wymagało wielkiego oddania, lojalności, współpracy z przyjaciółmi; musiałyśmy kraść, oszukiwać, udawać ciążę, Oli-Baba poświęciła nawet kolczyka. Ponce, zanim zamieszkał na stałe u mnie, podróżował między mieszkaniem moim a prawowitej właścicielki, której jestem niezwykle wdzięczna za to, że w końcu się poddała. Ponce Maricón Siedzę w ciemności i barabuch,  maszkary śledzą każdy mój ruch. Przechodzą mnie ciarki i barabuch, już widzę, nadchodzi cicho jak duch. Lecz oto wyłania się zza rogu i barabuch Ponce Maricón - mój wierny druh. Razem nic nam nie straszne i barabuch, razem jesteśmy jak dzielny zuch. Umiemy się bronić i barabuch, na maszkarę wystarczy mocny dmuch. Tak nas nauczył i ...

Wayback Machine

Obraz
Uświadomiłam sobie wczoraj, że to już 10 lat jak Henio bloguje. Z tej okazji postanowiłam napisać notkę w stylu, który porzuciłam już dawno temu. Będzie to niesamowicie pasjonujący, fascynujący, wciągający, pouczający opis dnia z życia Trolejbusa. Włączam sobie zatem muzykę młodości, aby wprowadzić się w klimat i do dzieła. Najpierw zadzwonił budzik. Chwilę dłuższą niż zwykle zajęło mi zrozumienie "czego się drze?!", kim jestem, gdzie jestem, co się dzieje, dlaczego jest tak zimno i gdzie się podział mój sens życia. Wychodząc z domu zdałam sobie sprawę, że ktoś usunął mi z pamięci ostatnie godziny. Nie miałam pojęcia co robiłam przy drzwiach, dokąd powinnam iść i czy zrobiłam wszystko co powinnam była zrobić. Obwąchałam się, przejrzałam w lustrze i stwierdziłam, że skoro się umyłam i ubrałam to chyba mogę iść. Pierwsze zajęcia na uczelni pamiętam jak przez mgłę. Przyszedł jakiś Hiszpan. Chyba ten, co zawsze. Och, tak, mów do mnie jeszcze! Tylko mnie o nic nie pytaj, bo...

O Trolejbusie i trolejbusach

Kiedy to było? Wychodził człowiek z uczelni o 16 i spokojnie wracał do domu. Po roku sprawa nieco się skiepściła (na życzenie własne studenta) i zajęcia kończyły się o 18. W kolejnym roku student uznał, że właściwie to jeszcze ma wolne wieczory i trzeba coś z tym zrobić. Tym samym zaczął opuszczać uniwersytet o 19.30. Biorąc pod uwagę fakt, że plany zajęć nie przewidują późniejszych godzin, student sobie pomyślał, że gorzej już być nie może. I właśnie w tym momencie, w tym roku, magicznie pojawiła się na planie 20.25. Przyznam się szczerze, boję się kontynuować te studia. A skoro o lęku mówimy to trzeba wspomnieć jak to się do domu wraca dreptając wieczorem przez całe miasto. Dzień pierwszy Eulalia opowiedziała mi, jak to w autobusie pijaczek przystawiał się do jakieś kobiety. Pojawił się jednak dzielny obrońca i wdał się z pijaczkiem w bójkę. Na następnym przystanku pijaczek został wypchnięty z autobusu... i tak sobie leżał ni to na chodniku, ni pod kołami. Wszyscy wysiedli, ...

Poligloci na odwyku

Obraz
Bywają takie dni, że człowiek nie pamięta jak się nazywa. Siedzi na tej uczelni, co samo w sobie złe nie jest, bo zajęcia lubi, ale po dwunastu godzinach pracy umysłowej nie dociera do niego czym się różni padding od margin . No nie ma bata! Historia, którą opiszę wydarzyła się właśnie takiego dnia. Siedzę sobie na ławce czekając na Galletę i obserwuję ściany instytutu. Dostrzegam jakiś plakat i, żeby nie usnąć, skupiam na nim swoją uwagę. A film by Abel Gance - odczytuję, ale coś mi nie pasuje. Przecież mówi się o filme , a nie a filme (po portugalsku). Klepnęłam się w czoło, a gdy nadeszła moja towarzyszka niedoli opowiedziałam jej o wszystkim, żeby też się ze mnie pośmiała. Jednak Galleta była w stanie nie lepszym niż ja. - No bo to po francusku jest.

Mądry Miś: Błędy nasze

Obraz
Do niedzieli został jeszcze kwadrans, więc w gruncie rzeczy udało mi się zdążyć. :-D Program uparcie zawieszał się w trakcie nagrywania około szóstej minuty. Po pięćdziesięciokrotnym powiększeniu listy scen, udało mi się dojrzeć niepożądane ujęcie trwające ułamek sekundy, a jednak zdolne to zawieszenia całego programu. Razem z Mądrym Misiem przepraszamy za opóźnienie i zapraszamy serdecznie do obejrzenia nowego wideła! PS No tak, zapomniałam przygotować obrazek do slidera, więc zapewne zanim tę notkę opublikuję to już się zrobi niedziela.

Rozstrzygnięcie konkursu!

Obraz
Proszę o fanfary! Oto ogłaszam wyniki konkursu zamieszczonego w notce Kultura z lat pięćdziesiątych . Pytanie zaczerpnięte z książki Jana Kamyczka brzmiało: Jaka jest różnica między żoną a małżonką? Prawidłowa odpowiedź brzmi: Małżonki są to kobiety poślubione przez naszych rozmówców względnie adresatów ("...proszę przyjąć wyrazy szacunku dla Małżonki"). Żony zaś są to kobiety poślubione przez nas samych ("...moja żona przesyła pozdrowienia"). Po długich obradach dwuosobowej komisji, w której skład wchodzili Henio Trolejbus i Mądry Miś udało nam się wyłonić niekwestionowanego zwycięzcę. A została nim:  Joanna-Maille-Mariposa-DeJota! Wielkie brawa i serdeczne gratulacje! Joanna swą odpowiedzią zmiażdżyła konkurencję tak, że nikt więcej nie odważył się odezwać. ŻONA to ta kobieta, którą ma się już kawał czasu, nie koniecznie się już z nią współżyje, aczkolwiek czas i tradycja każą przy niej trwać, zaś MAŁŻONKA to nic innego jak MAŁA Ż...