Uświadomiłam sobie wczoraj, że to już 10 lat jak Henio bloguje. Z tej okazji postanowiłam napisać notkę w stylu, który porzuciłam już dawno temu. Będzie to niesamowicie pasjonujący, fascynujący, wciągający, pouczający opis dnia z życia Trolejbusa. Włączam sobie zatem muzykę młodości, aby wprowadzić się w klimat i do dzieła. Najpierw zadzwonił budzik. Chwilę dłuższą niż zwykle zajęło mi zrozumienie "czego się drze?!", kim jestem, gdzie jestem, co się dzieje, dlaczego jest tak zimno i gdzie się podział mój sens życia. Wychodząc z domu zdałam sobie sprawę, że ktoś usunął mi z pamięci ostatnie godziny. Nie miałam pojęcia co robiłam przy drzwiach, dokąd powinnam iść i czy zrobiłam wszystko co powinnam była zrobić. Obwąchałam się, przejrzałam w lustrze i stwierdziłam, że skoro się umyłam i ubrałam to chyba mogę iść. Pierwsze zajęcia na uczelni pamiętam jak przez mgłę. Przyszedł jakiś Hiszpan. Chyba ten, co zawsze. Och, tak, mów do mnie jeszcze! Tylko mnie o nic nie pytaj, bo...