Abuelita

Odkopane z Dha Dheuga, acz na czasie.
Wraca sobie Heniek do domu około 14 (zwykle wracałam i wracam nadal ok. 20). Wchodzi do swojego pokoiku. Z przyzwyczajenia zapala światło. Odsłania okno. Jednak gasi światło. Zagląda do kuchni, ponieważ niezależnie od tego o której wraca ZAWSZE jest głodny. Akurat w kuchni siedziała Abuela.
- Ciotka chora, wylew miała.
Heniek zagląda do lodówki.
- Zwracała przez całą noc.
Heniek zamyka lodówkę.
- Aż wezwali karetkę o czwartej nad ranem.
Heniek wynajduje bułki i sałatę.
- Bo ona tak zwracała i zwracała przez całą noc.
Heniek odkłada artykuły spożywcze.
- Jeszcze to ucho jej całe zaropiało.
Pokonany Heniek opuszcza kuchnię z pustymi rękami.
Następnego dnia wróciłam zwyczajowo wieczorem i zapytałam, czy może ksiądz po kolędzie już był.
- Był, ale szybko sobie poszedł.
- ?
- Wymiękł, gdy Abuela zaczęła opowiadać o chorobach.

A to już opowieść bardziej współczesna.
Abuela poszła do sklepu wykłócać się o pieniądze, gdyż została oszukana. Lek, który rzekomo miał pomagać na jej chorobę był w rzeczywistości na coś zupełnie innego, natomiast inny, który jej tam sprzedali nie był nawet testowany na ludziach. Cwaniaczek prowadzący sklep oczywiście nie ma zamiaru żadnych pieniędzy oddawać.
- Pani sobie idzie do Urzędu Konsumenta.
Na te słowa babinka, lat 70+VAT, w moherowym bereciku, zareagowała:
- Ja do żadnego urzędu nie pójdę, ale ja panu taką opinię w Internecie zrobię, że pan się nie pozbiera!
I cwaniaczek oddał wszystko co do grosza.

Komentarze

  1. Naprawdę? Poważnie jej zwrócił jak powiedziała o Necie? :D
    CZy tylko nie potrafię Ironii rozpoznać już xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak znam część rodziny Henia to to całkiem możliwe.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zamknąć oczy - opowiadanie konkursowe

Słitaśny blogasek

Z pamiętnika znudzonego informatyka