No, to wpadłam

Sawyer Hartman
Mam marzenie. No, ale kto nie ma? Marzenia są różne: bardziej realne – nowy tatuaż, mniej realne – Sawyer Hartman, zupełnie niemożliwe do zrealizowania – napisana praca licencjacka. Ostatnią grupę marzeń stanowią te, które same w sobie są możliwe do spełnienia, ale na przeszkodzie stoją niezbędne po temu warunki, to jest piniondz. Dlatego jak tylko wygram w totolotka, napadnę na bank lub zarobię krocie jako gwiazda jutuba, spełnię se to marzenie, a co!
Jak już Wam kiedyś opowiadał Mądry Miś, Heniutek oddał stare książki i zabawki biednym dzieciom. Nie wszystkie, ponieważ niektórych się wstydził, w dodatku był do nich bardzo przywiązany. Wiadomo, jak dziecko ma jakąś ulubioną zabawkę to ją wybrudzi, wytarmosi i taka po przejściach bardziej mu się podoba niż nowiuśka błyskotka, o którą trzeba dbać. Coś we mnie z dziecka zostało.
– Może ja ci kupię jakieś nowe koszulki? Wszystkie masz dziurawe – proponuje Eulalia.
– Nie. Właśnie dlatego w nich chodzę, że już nie szkoda, jak się nowa dziura zrobi.
– Ja ci poucinam i pozaszywam te kutrepcie przy spodniach.
– Ale ja lubię te kutrepcie.
New Ray Novelty © 1991
Miałam dwie pary malutkich laleczek, które chyba są w moim wieku, ponieważ na pleckach mają wygrawerowane 1991. Udało mi się znaleźć w Internecie zdjęcia tychże, ale fabrycznie nowych i zestawiłam je z moimi. Nie da się ukryć, ząb czasu je nieźle nadgryzł. Obecnie stoją dumnie na półce z książkami, konkretnie na Sherlocku Holmesie i straszą Oli-Babę. Twierdzi, że ją przerażają. Przecież to takie słodziutkie laleczki! Fakt faktem, ja patrząc na nie widzę to, co pamiętam z dzieciństwa: gładkie różowe włoski i wzorki na koszulkach. Również huśtawkę i karuzelę, ponieważ one były właśnie w takich zestawach: dwie laleczki + zabaweczka do nich.

Jak wspominałam już dwukrotnie, laleczki były w parach. No, ale przecież wyraźnie widać, że mam trzy. To nie jest liczba parzysta. Znaczy się, jednej brakuje. O ile mnie pamięć nie myli, a pamięć może płatać figle, zwłaszcza pięciolatkom, była to laleczka żółta z irokezikiem.
sypie się..
Jak byłam dziecięciem, Abuela dostała kawałek ziemi w swojej rodzinnej wsi i postawiła sobie tam niewielki domek. Prace odbywały się etapami, co jakiś czas się coś dobudowywało, poprawiało. Przebywaliśmy u Abueli, gdy robiono taras. Najpierw wstawiono same rury, a dopiero póżniej przykryto je tymi poziomymi częściami. Trzymałam laleczkę za czubek włosów nad otwartą jeszcze rurą. Łubudubudu! Laleczka wpadła. Nie potrafiliśmy jej już wyciągnąć, rura była długa i miała średnicę jakieś 5 cm, akurat na podróż w jedną w stronę. Teraz to bym wzięła kawałek druta i bez problemu ją wyjęła. Dlaczego nikt nie chciał dziecku pomóc? :-( Następnego dnia (a może dopiero po kilku dniach), element poziomy został przyspawany przykrywając rurę i odbierając mi ostatnią nadzieję. A najlepsze jest to, że początkowo rury były cztery: na dole i na górze schodków będacych psim posłaniem. Dwie dolne później wycięto. Dlaczego tam nie wpadłaś?!

A więc jakie jest moje marzenie? Zdemolować taras, a przynajmniej balustradę i odzyskać moją śliczną laleczkę! Po czym, ma się rozumieć, wszystko ładnie odbuduję. Albo poczekam jeszcze kilka lat, domek sam się rozpadnie. :-D

Komentarze

  1. Starość nie radość. Śmiem twierdzić, że chociaż jesteście w tym samym wieku, to trzymasz się zdecydowanie (naj)lepiej. I życzę Ci abyś odzyskała trzecią bonecę. XD

    ~ Oli-Baba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie. Trzy mam. To czwartą chcę odzyskać, ale Ty nigdy nie byłaś orłem z matematyki. :-D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zamknąć oczy - opowiadanie konkursowe

Słitaśny blogasek

Z pamiętnika znudzonego informatyka