Faccio la filologa
Tekst dotyczący studiów
wyższych powinien być napisany zgodnie z akademickimi standardami, a więc
zawierać hipotezę, argumenty i wnioski. I tak zrobię.
Hipoteza Nie można nie kochać studiów, które wybrałam. Tak,
wiem, że jeszcze niedawno pisałam Samobójstwo na 1000 sposobów na
wykładach z literatury, ale takie zajęcia też są potrzebne, żeby... właściwie
nie wiem, po co, ale przynajmniej miałam materiał na Kroniki.
Argument pierwszy Nauka języków obcych jest fascynująca. Im
więcej języków znamy, tym głupsze skojarzenia nam przychodzą do głowy. Te
relacje między językami, podobieństwa, różnice, dosłowne i niedosłowne
tłumaczenia, te pościgi, te wybuchy! Z drugiej strony zajmuje nam dłuższą
chwilę rozszyfrowanie, dlaczego internety śmieją się z portugalskiego ciastka
ze śmietany (pastel de nata).
Języka włoskiego zaczęłam się uczyć niedawno, więc jeszcze go nie czuję, jeszcze
muszę go sobie tłumaczyć żeby rozumieć. Colazione
to śniadanie, tappeto to dywan, a divano to sofa. Można sobie wyobrazić,
co się musiało dziać na dworze królowej Bony, skoro przyjęło się, że colazione, czyli pierwszy posiłek dnia
spożywa się wieczorem, divano to
miejsce, gdzie śpią goście po imprezie. No i w jakim stanie musiał być tłumacz
wyrazu tappeto skoro nie odróżniał
podłogi od ściany.
A jak będzie po włosku jestem tłumaczem? Faccio l’interprete. Faccio
to odmieniony czasownik fare, który
oznacza robić, więc dosłownie to pewnie coś jak robię za tłumacza. Zwrot jak zwrot, nic nadzwyczajnego. Chyba, że...
przełożymy go na angielski słówko po słówku.
Faccio – czasownik do w
pierwszej osobie liczby pojedynczej – I do
l’ – skrót od rodzajnika określonego, il (rodzaj męski) lub la
(rodzaj żeński) – the (oba rodzaje)
interprete – rzeczownik posiadający tę samą formę dla rodzaju
męskiego i żeńskiego – interpreter
I do the interpreter.
Wszystko się zgadza? Wszystko
się zgadza poza tym, że do somebody oznacza
posuwać kogoś. W ten jakże zgrabny sposób przeszliśmy od włoskiego bycia
tłumaczem do angielskiego posuwania tłumacza, a teraz możemy go po portugalsku
zjeść. Czasownik comer, czyli jeść, w odniesieniu do osób ma takie samo
znaczenie jak angielskie do somebody.
Co więcej, wyłącznie to drugie znaczenie pozwala na użycie tego czasownika w
czasie pretérito perfeito composto. Wiem, że Czytelnicy niemający wiele wspólnego z
językami obcymi mogą się w tej chwili poczuć nieco zagubieni, więc musicie mi
uwierzyć na słowo, że zmiana właściwości gramatycznych wyrazu przez
przeniesienie jego znaczenia od jedzenia do seksu jest fascynująca.
Znajomość innych języków
pozwala nam dostrzec piękno naszego ojczystego. Niestety, częściej działa to w
drugą stronę i jak ktoś nauczy się dwóch zwrotów po angielsku to nagle
dostrzega braki in Polish. A przecież
to inne języki powinny z zazdrością patrzeć na nasz. Czy to jest powód do dumy
czy niekoniecznie, to temat na osobną dyskusję; nie ulega jednak wątpliwości,
że polski dysponuje imponującymi możliwościami użycia przekleństw. Właściwie każdy
czasownik można zastąpić wulgaryzmem, co mi skutecznie udowadniali pracownicy
Centrum Kultury podczas moich praktyk. Nie znam wszystkich języków, ale ośmielę
się wysnuć hipotezę, że tylko po polsku można się wypierdolić, a w każdym innym
języku co najwyżej, kurwa, przewrócić. Mało tego, możemy sobie nawet wybrać,
czy wolimy się wypierdolić, wypieprzyć czy wyjebać. Zdaję sobie sprawę, że
posługiwanie się takim słownictwem jest mało chlubne (pracownicy Centrum
Kultury pewnie by polemizowali), ale sam fakt posiadania tak obszernego
wachlarza możliwości nadaje naszemu językowi wyjątkowości.
Argument drugi Troszczymy się o naszych wykładowców. A
Professora dzieliła się z nami swoimi obawami związanymi z podróżą samolotem.
– Najbezpieczniej jest przy
skrzydłach – radzi Chica.
– A jak się przepołowi? Ja to
siadam zwykle bliżej końca.
– A jak ogon odpadnie? –
wkroczył do akcji niezastąpiony Pilantra. – Chociaż ogon to rzadko, częściej to
na dziób prosto leci, ale to szybka śmierć, to się nie czuje nawet.
– Dobra – odpowiada po chwili
a Professora. – Co ma być to będzie. Czy tutaj, na ziemi, czy w niebie.
– Przynajmniej bliżej nieba.
Argument trzeci Wykładowcy troszczą się o nas i nasze
zdrowie. Całą zimę zasuwałam w miniówach i nikt mi słowa nie powiedział. W
końcu wyszło słonko, przygrzało, zrobiło się 10 stopni, więc założyłam długą,
kwiecistą sukienkę. I się zaczęło. Jeszcze wcale nie jest ciepło, jeszcze za
wcześnie na lekkie ubrania, można się łatwo przeziębić, nie ma co szarżować...
Wnioski Najpiękniejsze w tych studiach jest to, że
akademickie standardy jakoś słabo tu docierają, więc nie muszę pisać żadnych
wniosków.

Komentarze
Prześlij komentarz