Lingwistyczne cuda
U początków
naszej znajomości Kubuś zwykł zwracać się do mnie Gorzka miast Gośka,
jako że mam w sobie tyle ciepła i miłości do świata. Ostatnio zwróciłam uwagę
na ciekawą rzecz. Otóż w języku hiszpańskim odpowiednikiem imienia Małgorzata
jest Margarita, a zdrobnieniem od niego - Marga. Słowo gorzka
natomiast to amarga. Widać więc wyraźnie, że polskie gorzka i Gośka
pozostają ze sobą w identycznej wręcz relacji jak hiszpańskie amarga i Marga.
![]() |
|
margaridas po
portugalsku to stokrotki,
moje ulubione,
od lat szczenięcych, kwiatki
|
Małgorzata = Margarida /\ gorzka = amarga
=> Margarida + amarga = Amargarida
W tym momencie
pojawia się problem w postaci rodzajników (o dla rodzaju męskiego i a
dla żeńskiego), które wstawiane są również przed imionami. Stąd amargarida
wygląda jak zrośnięty z imieniem rodzajnik, nic nie oznacza i odpowiada takim
formom jak: TheMargaret, LaMargarita czy DieMargarete.
W języku
portugalskim istnieją pewne niezwykle ciekawe słówka jak na przykład pé-de-cabra, co dosłownie oznacza koźla nóżka, a tak naprawdę jest łomem. Beija-flor
to całujący kwiat, czyli koliber. Natomiast amor-perfeito to
miłość doskonała, a po polsku bratek: taki śliczny kwiatuszek, który po
angielsku nazywamy pansy. I w tym języku to słówo ma jeszcze jedno
znaczenie, a mianowcie gej. W Die Hard with a Vengeance jest taka scenka:
- Yeah, maybe he'll send me flowers.
- Everybody knows you like pansies.
Zastanówmy się
teraz co może oznaczać mula-sem-cabeça, dosłownie: bezgłowa oślica?
Ku wielkiemu zaskoczeniu oznacza właśnie bezgłową oślicę - popularny motyw
brazylijski pochodzący prawdopodobnie jeszcze ze średniowiecznej Portugalii.
Przenieśmy się na chwilę do przedszkola gdzieś w São Paulo.
- Chodźcie,
dzieci, opowiem wam bajeczkę o bardzo złej kobiecie, która żyła w
konkubinacie z księdzem. Dobry Bóg pokarał ją za grzechy zamieniając ją w
oślicę biegającą po omacku przez siedem parafii. Nie ma ona głowy, a z nigdy niegojącej się rany na szyi buchają gorące płomienie zamieniające w popiół
wszystko, co rozszalała oślica napotka na swej drodze i stratuje żelaznymi
kopytami... Dzieci? Dokąd uciekacie? Jeszcze nie skończyłam, wracajcie!
Znacie taki
żarcik?
Przychodzi
obcokrajowiec do urzędu i zwraca się do urzędniczki:
- Do you speak english?
- Y-y.
- Sprechen Sie Deutsch?
- Y-y.
- Parlez-vous français?
- Y-y.
- Gawari pa ruski?
- Y-y.
Petent wyszedł,
a do urzędniczki zwraca się koleżanka:
- Widzisz,
jakbyś się uczyła języków to byś sobie z
panem porozmawiała.
- Taa? On znał
cztery. Pogadał se?
Śmieszyło mnie
to do czasu. Dostałam ostatnio do napisania referat na temat, którego nie
przewidują nawet biblioteczne katalogi przedmiotowe.
UWAGA: DYGRESJA
Przychodzi
Doktor Filozofii do studentów Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa i myśli,
że ich czegoś nauczy. Zamierza podjąć temat szumu informacyjnego oraz radzenia
sobie z nadmiarem informacji. W głowie tworzy mu się taki oto scenariusz:
zapyta studenta, od czego ten zaczyna pracę nad referatem, on odpowie, że od
Google i w tym momencie rozpoczniemy dyskusję. Zapomniał jednak Filozof z kim
ma do czynienia.
- Powiedzmy, że
dostaje pan referat do napisania. Od czego pan zaczyna?
- Wyszukuję
odpowiednie hasło w katalogu przedmiotowym.
I nastała
niezręczna cisza...
KONIEC DYGRESJI
|
dzieło
filozoficzne zmuszające do głębokich refleksji
|
Oczywiście, nie
chcę powiedzieć, że znajomość języków mniej popularnych jest bezużyteczna. W
końcu tłumaczyłam jednej z moich przyjaciółek portugalskie wstawki w
opowiadaniach homoerotycznych, które namiętnie czytuje. Czyż nie była to
istotna i odpowiedzialna praca?


Bardzo istotna!
OdpowiedzUsuń