W poszukiwaniu inteligentnych form życia


Siedzi sobie Henryk na korytarzu i widzi, jak z naprzeciwka nadciąga dziennikarka z lokalnego radia. Myślę sobie: zapewne dzieją się w społeczeństwie ważne rzeczy i chcą poznać opinie studentów - ludzi, którzy winni pewien poziom reprezentować i o byle co się ich nie pyta. Zaczęła szanowna dziennikarka od grupki siedzącej tuż obok mnie.
nie, to nie jest dziennikarka
- Czy mogę pani zadać pytanie?
- Nie.
- Wierzy pani w życie na marsie? - zignorowała odpowiedź studentek.
Henio zaczął się recholić jak głupi. Dziennikarka uznała to za zachętę i zaczęła przeprowadzać ze mną wywiad. Dowiedziawszy się, iż nie wierzę w życie na Marsie zapytała:
- Kogo by pani zaproponowała na człowieka roku?
- Siebie.
Dziennikarka poszła, nie chciała więcej z Heniem rozmawiać, a przecież Henio udzielił jak najbardziej szczerej i poważnej odpowiedzi.

Na zajęciach z hiszpańskiego ćwiczyliśmy... właściwie nie wiem, co to było, ale na pewno coś niezwykle istotnego. Wezwany do odpowiedzi: El Entusiasta, który zwyczajowo słysząc swe imię padające z ust La Profesory mamrocze pod nosem: "kur**".
- Czy uważa pan, że w grupie są jacyś poligloci? - Skoro uczymy się drugi rok dwóch języków obcych, a większość z nas zdawała trzeci na maturze, żeby się tu w ogóle dostać to odpowiedź wydaje się oczywista.
- No.
- Ale ja bardzo proszę ładnie, pełnym zdaniem.
- No...
Nic nigdy nie jest oczywiste.

Pani Doktor jest osobą niezwykle pomocną, co skutkuje tym, że... nie powiem, że przerywa wypowiedź, bo pytając studenta o coś sama udziela odpowiedzi gdy ten ledwo zdąży zaczerpnąć powietrza (mówimy na wydechu - gramatyka opisowa, wykład drugi). Tak też było i w tej sytuacji; Pani Doktor mówi, mówi, mówi, utrzymując wywód w poniższym tonie:
- (...) wykres w formie fluktuacji, która przybrała postać oscylacji rozbieżnej. I właśnie to chciał pan powiedzieć, prawda?
- Ależ oczywiście.
- To niech pan powtórzy.

Studentka zasiada w ławce o godzinie ósmej rano i snuje swe plany na przyszłość.
- Chciałabym, żeby nie było wykładu.
- Ja też - entuzjastycznie przyznaje druga studentka.
- Poszłabym sobie do domu wcześniej.
- Ja też.
- Posprzątałabym mieszkanko.
- Ja t... eee... nic.

Poproszono mnie o opisanie jeszcze jednej sytuacji z zajęć, acz uważam, iż nie da się tego oddać słowami. Bo jak opisać profesora Bułgara, który w języku portugalskim opowiada o cywilizacji krajów afrykańskich (w Afryce nie ma cywilizacji! - wykład pierwszy) i sponsoruje nam ksero z własnej kieszeni? To trzeba zobaczyć, jak wypytuje ile to kosztuje wciskając nam jeden banknot i słysząc, że może najpierw skserujemy, a potem się dogadamy, zamaszystym ruchem ręki podaje drugi. Nie, nie do opisania.

Komentarze

  1. Ho, ho, ho. Głupia dziennikarka, nie pociągnęła tematu. Nie zna się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co by było, gdyby jednak pociągnęła temat? :-D
      - Zatem jak się pani nazywa?
      - Henio Trolejbus.

      Usuń
    2. hahahaha! i wszystko jasne.

      Usuń
  2. Oj żebyś się nie zdziwiła, że od razu Cię o imię zapyta. Najpierw pogawędka, później formalności ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ, moja Droga, iż spytała mnie o imię już pytając o człowieka roku. ^^

      Usuń
  3. Dokładnie :) Sytuacja z Panem Afryką nie do opisania, ale dziękuję, że o niej wspomniałaś :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pan Afryka" - podoba mi się. Niezainteresowani, co prawda, z tego fragmentu niewiele zrozumieją, ale my się będziemy uśmiechać czytając po latach. ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zamknąć oczy - opowiadanie konkursowe

Słitaśny blogasek

Z pamiętnika znudzonego informatyka