Bikiniarze chodzili w kolorowych skarpetkach


Jako że za oknami już wiosna... - rozpoczął wykład pan Wielce Szacowny Profesor, więc takoż i ja rozpocznę notkę po dłuższym okresie milczenia.
Pochwalę się, iż zrobiłam sobie nowy tatuażyk, z którego jestem bardzo zadowolona. Oczywiście umieszczony został na ręce, w miejscu dosyć widocznym. Zatroskana Eulalia dopytuje, czy nie boję się, że ludzie będą mnie przez ten pryzmat oceniać nawet mnie nie znając. Otóż nie.
Powód tego jest bardzo prosty: ludzie i tak zawsze z góry oceniają, zawsze krzywo patrzą i zawsze coś im się nie podoba. Poczytałam sobie kiedyś, jakaż to straszna zbrodnia, gdy kobieta decyduje się na krótkie włosy. Aczkolwiek z tego powodu nikt mi wyrzutów nie czyni, ale, ale... Jest coś, z czym społeczeństwo, w którym przyszło mi żyć ma wielki problem. I nie jest to przesada, lecz jak najbardziej autentyczny przykład. Mianowicie ludzie patrzą na mnie wilkiem z powodu... skarpetek. Tak jest, dobrze przeczytaliście. Wystarczy, że nie mam długich spodni, a z trampek wystaje mi pół centymetra różowych, zielonych czy niebieskich skarpetek i już słyszę za plecami komentarze, widzę jak mnie wytykają palcami, dostrzegam te pełne pogardy spojrzenia tak dyskretne, że dziwię się, że ludziom oczy z orbit nie wypadną.
Najbardziej podobały mi się dwie studentki na wydziale, co to rozmawiały sobie zwykłym tonem idąc w moją stronę. Nagle, będąc tuż przy mnie, zamilkły. Jedna, dyskretnie bardzo, tak że wcale nie widziałam, kątem oka spojrzała na moje trampki, po czym pochyliła się do drugiej i cosik wyszeptała.
- pst pst pst...
- Co różowe? - druga już nie szeptała.
Nie boję się oceniania przez pryzmat tatuaży, ponieważ skutecznie odwracam od nich uwagę różowymi skrapetkami. O, jaka jestem sprytna!
Ludu! Serio? S k a r p e t k i?

Na koniec dorzucę anegdotkę pozornie niezwiązaną z tematem, choć tak naprawdę motyw bezpodstawnego oceniania aż się z niej wylewa.
Przychodzi Doktor Informatyki do studentów wydziału humanistycznego. I nadziwić się nie może. Galleta prosto z zajęć udaje się na treningi szermierki, stąd nosi na uczelnię cały swój ekwipunek. Czasem przynosi wyłącznie bokken, a innym razem uzbroi się również i w rapier.
- Ja już się boję z czym pani przyjdzie następnym razem. Tyle się teraz o tym słyszy, co się dzieje w Stanach... Gra pani w gry komputerowe?
- Tak, gram.
- O, Jezu! - wydał z siebie okrzyk pełen przerażenia. - Może zostawmy otwarte drzwi?

Komentarze

  1. Hahaha, ostatni dialog oczywiście rozbawił mnie wielce. W końcu wiem kto to Galleta!!! :*

    Sytuacja ze skarpetkami przypomina mi jak niegdyś wołali na mnie SZATAN tudzież CZAROWNICA. Aż zatęskniłam za nazbyt małymi móżdżkami istot zwanymi ludźmi.

    A tatuaż przypomina mi o moim odwiecznym i nierozłącznym saudade do mar, por isso muszę gosztać. Muszę.

    Pozdrawiam z deszczowej dziś Portugalii!

    OdpowiedzUsuń
  2. Następnym razem wezmę coś jeszcze. W końcu to ostatnie zajęcia w tym semestrze!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zamknąć oczy - opowiadanie konkursowe

Słitaśny blogasek

Z pamiętnika znudzonego informatyka