Posty

Sunday Morning

Niedziela. Weekend. Słodkie lenistwo. Lenistwo jak lenistwo. Pomimo moich błagań, próśb i gróźb, praca licencjacka nie chce się sama napisać. Obudziłam się i za nic nie chciało mi się wstawać, żeby szukać zegarka. Dlatego postanowiłam nasłuchiwać. Z kuchni słyszę harmider i wygląda na to, że tworzony przez więcej niż jedną osobą. Znaczy: domownicy już na nogach. Jako że nadeszła wiosna, sypiam przy otwartym oknie, które to znajduje się na parterze, tuż przy wejściu do klatki. Słyszę zatem każde tupanie, a nawet cichutkie rozmowy (sąsiedzi, strzeżcie się :>). Dzisiaj usłyszałam grupę mężczyzn, którzy naprawiali samochód. Oni rozmawiali, silnik rzęził. Analizując wszystkie dochodzące moich uszu sygnały wpadłam w lekką panikę stwierdzając, że zaspałam i, jak nic, wybiło już południe. A przecież praca licencjacka! I jeszcze tuziny innych referatów – zaczynam wątpić, czy rzeczywiście są dla nas korzystniejsze niż egzaminy. Sięgam po zegarek i co widzę? 6.53. Szósta pięćdziesiąt tr...

Jaki piękny dzień!

Obraz
– Jaki piękny dzień!... rozpocznie się za jakieś cztery godziny – pomyślałam wyłączając budzik. Jak mawia Eulalia „zwlokłam swoje zwłoki” i zrobiłam sobie kawę. Chyba. Nie pamiętam. Tak sobie zakładam, że skoro ją wypiłam to musiałam ją wcześniej zrobić. Wyglądałam co chwilę przez okno próbując odnaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie ludzkości – może nie tyle ludzkości, co kobiet – w co się ubrać. Teraz jest chłodno, zanim dojdę na uczelnię zrobi się gorąco, a jak będę wracać to znowu będzie piź zimno. Nic dziwnego, że pogoda jest rodzaju żeńskiego. Między jednym a drugim wychyleniem za okno zerknęłam na zegarek i wykorzystując wybitne matematyczne zdolności szybko obliczyłam, że jak wyjdę z domu za –10 minut to jeszcze zdążę na seminarium. Kiedyś ich wszystkich zaskoczę i przyjdę na czas. Spóźniłam się na referat o Saussurze (nie, żeby on był jakoś szczególnie ważny dla językoznawstwa), ale na szczęście zdążyłam na własny o wściekliznie i chorobie szalonych krów (bardzo ważn...

Tylko nikomu nie mówcie!

Obraz
– Zobacz, Eulalia, kto mówi, że pracy nie ma? Praca jest! Nic, tylko brać! I robić, robić, robić... I nikt ci za to nie zapłaci. O, tutaj na przykład, dostaliśmy ofertę od naszej wykładowczyni. Zaznaczono, że wiadomość jest własnością bla bla bla, nie wolno jej kopiować, ujawniać informacji, bla bla bla. Dlatego nie mów nikomu, że ci powiedziałam. Pewna poważna instytucja z dużego portugalskiego miasta poszukuje studentów posługujących się językiem portugalskim. Wystarczy sobie opłacić przejazd, zakwaterowanie, generalnie zainstalować się na własny koszt w stolicy Portugalii i bezpłatny staż jest twój! Nie sprecyzowali, ile godzin trwają takie praktyki ani co wchodzi w zakres obowiązków, ale nie zdziwiłabym się, gdyby to było zbieranie bawełny. W ogłoszeniu nie ma nic o znajomości języka polskiego. Nie mogą sobie tam na miejscu znaleźć jakiegoś frajera? – Spójrz na to z drugiej strony. Możesz sobie potem wpisać taki staż w CV. – Taa... Jak się będę ubiegać o bezpłatne praktyk...

No, to wpadłam

Obraz
Sawyer Hartman Mam marzenie. No, ale kto nie ma? Marzenia są różne: bardziej realne – nowy tatuaż, mniej realne – Sawyer Hartman, zupełnie niemożliwe do zrealizowania – napisana praca licencjacka. Ostatnią grupę marzeń stanowią te, które same w sobie są możliwe do spełnienia, ale na przeszkodzie stoją niezbędne po temu warunki, to jest piniondz . Dlatego jak tylko wygram w totolotka, napadnę na bank lub zarobię krocie jako gwiazda jutuba, spełnię se to marzenie, a co! Jak już Wam kiedyś opowiadał Mądry Miś, Heniutek oddał stare książki i zabawki biednym dzieciom. Nie wszystkie, ponieważ niektórych się wstydził, w dodatku był do nich bardzo przywiązany. Wiadomo, jak dziecko ma jakąś ulubioną zabawkę to ją wybrudzi, wytarmosi i taka po przejściach bardziej mu się podoba niż nowiuśka błyskotka, o którą trzeba dbać. Coś we mnie z dziecka zostało. – Może ja ci kupię jakieś nowe koszulki? Wszystkie masz dziurawe – proponuje Eulalia. – Nie. Właśnie dlatego w nich chodzę, że już ...

Henio też ma potencję

Obraz
Był płacz i zgrzytanie zębów, depresja, frustracja i desperacja. – Nie zdam tego. – Co to jest? – Skąd masz te notatki? – Był w ogóle taki przedmiot? – Z tego jest egzamin?! – Co ja studiuję?! Anglistykę czy teologię po angielsku? – Do kiedy sesja poprawkowa? – Drogie te warunki? – Uspokój się, pierwszego egzaminu jeszcze nie było! – Nie nauczyłam się Cervantesa dwa razy i dwa razy nie było pytania o niego na egzaminie/zaliczeniu. Sądzicie, że uda się po raz trzeci? Udało się! Wszystko się udało! Szanowna rodzicielka Oli-Baby dzwoni do ciotki, aby poinformować o zażegnanym kryzysie: – Słuchaj! Zdała! No! Zdała wszystko! A pani profesor jej nawet powiedziała, że ma potencję! – Potencjał, mamo, POTENCJAŁ! A Henio? Henio też ma potencję. Pochwalę się pracami i nawet Wam zdradzę, jak takie rzeczy zrobić:  Uruchomić Photoshopa. Zawieszony komputer zresetować. Powtarzać krok pierwszy do skutku. Włączyć muzykę, sprawdzić pocztę, złożyć znajomym życzenia...

Jak żyć?

– A propos zaliczenia z hiszpańskiego, samochód mnie ostatnio potrącił – zdradza rozbawiona Wiśnia. – Nic ci nie jest? – Nie. Potłukłam się trochę, ale najważniejsze, że okulary całe. – Jak to się stało? – Przechodziłam przez przejście bez świateł. Pierwszy kierowca się zatrzymał i mnie przepuścił. Ten drugi mnie nie zauważył i jak rąbnął to aż mi czapka spadła. Zrobiło się zbiegowisko, ludzie mnie pytali, czy karetkę wzywać. Ale im mówię, że nie, bo ja muszę na zajęcia... Na to jakaś kobieta stwierdziła, że jestem w szoku. Wstałam, otrzepałam się, założyłam czapkę i nawet się nie spóźniłam na wykład z literatury.

Idzie Henio na zaliczenie

Obraz
- O, pani iberystka, co się uczy o pogaństwie [Huitzilopochtli - bóg wojny u Azteków w postaci leworęcznego kolibra] zamiast na moje zaliczenie. A słyszała pani, że tę obwodnicę to Hiszpanie budują? - Obiło mi się o uszy. - To niech pani coś powie. - O obwodnicy? - Nie, może być o warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. A Henio siedzi i nie wie od czego zacząć. Na to doktor redaktor: - Proszę dokończyć zdanie: jakbym była redaktorem to bym nigdy... I tak coś dało mądrego z Henia wyciągnąć. Tutaj warto nadmienić, że Galleta już rozpoczęła treningi i na dzisiejsze zajęcia przyszła ze swoim szermierczym uzbrojeniem. - A jakby pani koleżanka lała kogoś tym kijem to co by pani zrobiła? - Zdjęcia.