Sunday Morning
Niedziela. Weekend. Słodkie lenistwo. Lenistwo jak lenistwo. Pomimo moich błagań, próśb i gróźb, praca licencjacka nie chce się sama napisać. Obudziłam się i za nic nie chciało mi się wstawać, żeby szukać zegarka. Dlatego postanowiłam nasłuchiwać. Z kuchni słyszę harmider i wygląda na to, że tworzony przez więcej niż jedną osobą. Znaczy: domownicy już na nogach. Jako że nadeszła wiosna, sypiam przy otwartym oknie, które to znajduje się na parterze, tuż przy wejściu do klatki. Słyszę zatem każde tupanie, a nawet cichutkie rozmowy (sąsiedzi, strzeżcie się :>). Dzisiaj usłyszałam grupę mężczyzn, którzy naprawiali samochód. Oni rozmawiali, silnik rzęził. Analizując wszystkie dochodzące moich uszu sygnały wpadłam w lekką panikę stwierdzając, że zaspałam i, jak nic, wybiło już południe. A przecież praca licencjacka! I jeszcze tuziny innych referatów – zaczynam wątpić, czy rzeczywiście są dla nas korzystniejsze niż egzaminy. Sięgam po zegarek i co widzę? 6.53. Szósta pięćdziesiąt tr...