Przepis na jednorożca
Zajmujemy się na zajęciach horoskapami i znakami zodiaku, w które nikt nie wierzy, bo według nich wszyscy jesteśmy piękni. Bezczelne kłamstwa, ale pomówić o czymś trzeba.
- Które z cech wypisanych tutaj najbardziej do ciebie pasują?
- Inteligente, inventivo, independente...
- E modesta - zauważa niezwykle słusznie o Professor.
Niedługo później, może ze dwa dni, zdarzyło mi się mieć wątpliwości odnośnie swego wypracowania. Nie byłam pewna, czy nie użyłam zbyt dużego skrótu myślowego, czy jasne było, co chciałam przekazać. Zawezwałam więc Eulalię na konsultację i zacytowałam kłopotliwy fragment.
- W porządku, ja zrozumiałam. No ale ja to inteligentna jestem.
Jak to mówią: niedaleko pada jabłko od dwustukilowej jabłoni.
Nie da się ukryć, że w tym semestrze wyjątkowo powoli rozpędzamy się z nauką języków. O Professor, co to niedawno został ojcem, nie krył swego zdziwienia dowiedziawszy się, iż z a Professorą przebrnęliśmy dopiero przez jeden rozdział podręcznika.
- Jadłyście kiedyś ośmiornicę? - pyta o Professor przedstawiając jednocześnie zdjęcie tego jakże urodziwego zwierza.
- Não - odpowiada chór studentek.
Analogiczna sytuacja powtarza się mając za przedmiot ślimaki, kalmary i temu podobne cuda. W końcu o Professor komentuje:
- Taki piękny [O.o] świat, a wy widzicie tylko kotlet schabowy.
Skoro już jesteśmy przy kulinariach mało popularnych w polskiej tradycji pozwolę sobie przytoczyć anegdotę spoza uniwersyteckich murów. Opowiadałam Oli-Babie o odbiorcach mojego bloga. Przyznaję, iż stanowi dla mnie niemałą zagadkę czemu zaglądają tutaj Francuzi.
- Nie wiesz?! Szef kuchni im kazał. Przecież tu pełno żab.
- Zdobiono wtedy książki motywami fantastycznymi, nierealnymi. Przedstawiano na przykład jednorożca strzelającego z łuku. Przecież jednorożec nie może strzelać z łuku; żeby to zrobić musiałby mieć ręce zamiast kopyt.



Podczas czytania uśmiechnęłam się aż cztery razy. Jakże miło.
OdpowiedzUsuń