Sektor X

Pamiętam, jakby to było wczoraj (poza tym, że nie pamiętam szczegółów takich jak daty). Wychodziłam z biblioteki publicznej trzymając w ręce zapas książek Krystyny Siesickiej. Śmiem twierdzić, iż działo się to latem, ewentualnie wczesną jesienią, a ja musiałam mieć 14 lat. Zwróciłam uwagę na ogłoszenie "Wydajemy własną książkę" - konkurs dla młodzieży. I ruszyła lawina!
Termin zgłoszeń upływał w marcu (albo w jakimś innym miesiącu z r. <drapie się po głowie> Marzec nie ma przecież dźwięku r...), więc miałam wiele czasu na stworzenie powieści, którą podbiję świat. Podjęłam się zadania niezwykle chętnie. Po kilku miesiącach tekst był gotowy i sprawdzony przez nauczycielkę. Eulalia znalazła sposób na wydrukowanie go tak, aby potem złożyć w składki. Ja zajęłam się sklejaniem i zszywaniem, a Oli-Baba użyczyła swego talentu malarskiego dołączając rysunki do poszczególnych rozdziałów i tworząc tę piękną okładkę.

Przyznaję, że nie wysiliłam się na oryginalną tematykę: czarownice, tajemne przejścia, kolorowe elfy, czy coś takiego. Stworzyłam przerysowane postaci, każąc im zachowywać się w sposób aboslutnie nieautentyczny. W każdym słowie widać naiwność i niewprawność piszącego. Najchętniej zamknęłabym tekst na dnie sejfu i nie pokazała go już nigdy nikomu.
Jednak wygrałam! Tak, tak, jedyna nagroda w kategorii literackiej z okręgu lubelskiego. (Zgubiłam dyplom! <klepie się w czoło nie mogąc pojąć wymiarów własnej głupoty>) Miała to być moja przyszłość, całe moje życie. Miałam pisać książki. Nie wiem, czy wyrosłam, czy co się stało, ale te czasy już nie wrócą. Już nigdy nie będę tak pisać, z tak wielką pasją i nigdy już nie stworzę niczego podobnego do Sektora X. Nie stworzę własnego świata, by się w nim zatopić całkowicie i żyć otoczona postaciami, które istnieją tylko w mojej głowie.
Oto fragment w postaci niezmienionej i niepoprawionej (poza przypisami), chociaż mam na to wielką ochotę. Te powtórzenia, ta składnia, ta ubogość słownictwa, to niedokładne wyrażanie tego, co chciałam przekazać...

- Jaskrawe kolory bardzo przyciągają wzrok. Twoją koszulkę można zauważyć stojąc tyłem! Czerwony i różowy to kolory, których nie należy używać, gdy nie nie chcesz być zauważonym. Stosuje się go natomiast, gdy masz przykuć uwagę strażnika, a w tym czasie ubrany na czarno tajny agent wykonuje swoje zadanie. Rola obuwia również jest bardzo duża. Musi być ciche i wygodne. Najlepsze jest sportowe, gdyż czasem trzeba uciekać. Włosy natomiast nie mogą latać wszędzie ani opadać na oczy. Fryzura musi być koniecznie stabilna, nie można się martwić, że zaraz spinka poleci i wypadnie burza loków. To są dopiero podstawy, ale na razie nie mam czasu [aby tłumaczyć resztę - przyp. HT, lat 21]. Do zobaczenia!
Ponownie ruszyłam w drogę. Tym razem rozejrzałam się dokładnie. Przestraszyłam się, gdy usłyszałam dzwonek telefonu, ale to był tylko sygnał, że wszystko w porządku i mogłam iść. Oliwkowa strzała znów pomknęła ścieżką. [Bohaterka przyodziała się w ten właśnie kolor - HT, lat 21.] Wszystko poszło świetnie. Taras pani Wiesi był zupełnie pusty, a most znajdował się zaledwie dwa kroki przede mną. Tuż za nim mnóstwo drzew zasłaniających wielką tajemnicę. W moim śnie ta zieleń była zdecydowania inna, taka świeża i żywa. [Dwa zdania wycięte, bo tak głupie, że aż wstyd - HT, lat 21.]
Mimo że moim zamierzeniem było dostać się tam [wleźć w ten las - HT, lat 21] jak najszybciej, zatrzymałam się na chwilę na mostku i rozejrzałam dokoła. Wtedy moją głowę przeszyło dziwne uczucie. Jakby ktoś chciał telepatycznie mnie ostrzec i zniechęcić [-.-]. W każdym razie nie udało mu się to, szłam śmiało przed siebie i powtarzałam sobie:
- O, rany! Jestem w sektorze X!
Zeszłam z mostku, dziwne uczucie znikło. Widocznie było już za późno na ostrzeżenia. Coś zaczęło się już dziać. Zieleń drzew nagle ożyła. Była tak intensywna jak w moim śnie. Chciałam odwrócić się i upewnić, że nikogo za mną nie ma. Zrobiłam jeden pełny obrót, drugi, trzeci… Nie mogłam uwierzyć! Gdzie się podział most? Przecież powinien być najdalej dwa metry za mną! A tymczasem widziałam tylko las. Dokoła mnie tylko drzewa. Straciłam orientację, nie wiedziałam, gdzie jestem. Natalka lub Ewa na moim miejscu zaczęłyby panikować, ale ja jako wyspecjalizowany agent wiedziałam, że to najgorsze, co można zrobić. Nawet w chwilach takiej grozy zachowywałam zimną krew. [Bohaterka się znalazła. :-P - HT, lat 21] Wzięłam głęboki oddech, rozejrzałam się, zamknęłam oczy i pozwoliłam działać intuicji. Mój dziadek nie znosił tego.
- I ty śmiesz się nazywać detektywem? Najgorsze, co można robić to tak strzelać na ślepo! Zapamiętaj, że człowiek ma pięć zmysłów i z tych zmysłów naucz się korzystać. Nie licz na żaden tam szósty czy siódmy, bo to nigdy nie zdaje egzaminu.
U mnie zazwyczaj zdawało. Zwłaszcza, że moja intuicja nie miała pełnej wolności. Ściśle współpracowała z moim rozumem. Dlatego nigdy nie zawodziła, ale zawsze może być ten pierwszy raz. Błagam, tylko nie dziś!

Henio Trolejbus, lat 14.

Komentarze

  1. A ja się z Tobą nie zgadzam. Będziesz pisać, tylko może nie w tym momencie. Zobaczysz, ze kiedyś poczujesz ten przypływ niespodziewanych inspiracji i zamkniesz się na jakiś czas w swojej samotni tylko z kartką i czymś do pisania. Jeśli coś w nas tkwi, nie tak łatwo to wyplenić. Zobaczysz, zobaczysz, zobaczysz! :) Póki co nic na siłę. Nie ma nic gorszego niż wmawianie sobie, że coś nam wychodzi jeśli tak naprawdę wcale nie czujemy że chcemy to zrobić. "Mam tak samo jak Ty"

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za ciepłe słowa. Chciałabym, abyś miała rację. Bardzo bym chciała.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zamknąć oczy - opowiadanie konkursowe

Słitaśny blogasek

Z pamiętnika znudzonego informatyka