Posty

Mniej ziemniaków, więcej jarzyn

Zainteresował mnie ostatnio temat odżywiania. Czytam uważnie wszelkie artykuły, w których określenie „zdrowy” przeplata się z „odchudzający”, dodatkowo książki i profile trenerów fitness, fora internetowe i komentarze przeciętnych, prostych ludzi. Wyłonił mi się z tego jasny i klarowny obraz dobrze zbilansowanej, zdrowej (czyli odchudzającej) diety. Po pierwsze należy jeść ryż, aczkolwiek lepiej go nie jeść, ponieważ jest wysokokaloryczny. Świeże warzywa, a nie jakieś mrożonki, ale przecież to właśnie mrożone zawierają więcej witamin. Polecane są również owoce, chociaż zawierają cukier i należy ich unikać tak samo jak słodyczy (oprócz czekolady i lodów, które są zdrowe). Warto również pamiętać, że jabłko zjedzone przed posiłkiem odchudza, a jabłko zjedzone po posiłku tuczy. Twaróg to doskonałe, dietetyczne źródło białka, aczkolwiek wyłącznie ten chudy, chociaż odtłuszczone produkty zawierają więcej innych śmieci, w przypadku nabiału jest to cukier – laktoza. Jogurty można, ale wy...

Miłość na ścieżkach rowerowych 2

Nowe słuchawki – są, naprawione rolki – są, naładowany odtwarzacz mp3 – jest, tylko nie działa. Nic mnie nie powstrzyma, jadę i tak. Ostatnio najbardziej przeszkadzają mi traktory. Nie dość, że trudno je ominąć, jeżdżą we wszystkie strony, to jeszcze po skończonej pracy zostawiają ścieżkę w opłakanym stanie. Powinni mi zwrócić za nowe kółka. Jeśli chodzi o samych użytkowników ścieżek to zafascynował mnie mężczyzna robiący pompki. Niech sobie ćwiczy, pewnie. Tylko po co mu tablet przed nosem? Staję się technologicznym analfabetą, przestaję ogarniać świat, który mnie otacza. Powiedzmy sobie szczerze – kto jeszcze korzysta z odtwarzaczy mp3? Ja już na pewno nie. Najciekawszym zagospodarowaniem ścieżki z jakim się spotkałam (zaraz po wybiegu dla konia) było puszczanie latawców. „Taki sznurek w poprzek korytarza [...] zasadzka partyzancka na motocyklistów.” Tak, wiem, nie znacie tego cytatu. Pochodzi ze skeczu kabaretowego początku lat dziewięćdziesiątych. Mówcie mi „dinozaurze”....

Niedziela

Po czym rozpoznać świąteczny dzień? Po tym, że menele pod śmietnikiem stoją w czystych garniturach. Menele to obraźliwe określenie, a to właściwie całkiem sympatyczni ludzie, którzy sobie spacerują, czasem coś wypiją i wygodnie im przysiąść na tej konstrukcji pod śmietnikiem. Jeden z nich zawsze mówi mi uprzejmie „Dzień dobry pani”. Nie mam pojęcia, kto to jest, on na pewno nie wie, kim ja jestem. Zresztą, zwykle jest w takim stanie, że nie podejrzewam go o rozpoznawanie kogokolwiek. Ale jak wstawiony by nie był, zawsze tak samo grzeczni i uprzejmie mówi „Dzień dobry pani”. Drugi rozgląda się po śmietniakch... znaczy rozglądał się, bo już nie wolno. Wygrzebywał resztki chleba i karmił gołębie. Teraz pojawiły się tabliczki o zakazie dokarmiania ptaków, tuż obok tych o zakazie wyprowadzania psów i grania w piłkę. Wybijmy zwierzęta, zbudujmy parkingi na trawnikach i nie róbmy dzieci. Będzie w końcu czysto i cicho – przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne. Swego czasu pies spacero...

Możemy już wracać?

Z dedykacją dla Sylwii, żeby miała co czytać zamiast się uczyć. Oraz z dedykacją na wszystkich moich towarzyszy tamtej niedoli (mam nadzieję, że wybaczycie mi chronologiczne nieścisłości), zwłaszcza Joanny i Beaty.   Po co wymyślać nieprawdziwe historie pełne fikcyjnych postaci i sztucznych wydarzeń, gdy mogę po prostu opisać jedną z wycieczek, które naprawdę odbyłam i zaprezentować cały mój entuzjazm: możemy już wracać? Jestem tą osobą, która gdy słyszy, że musi przejechać samochodem 50 km zaczyna liczyć, ile godzin zajmie przejście tego dystansu piechotą (8 godzin i 20 minut bez przerw), natomiast po spędzeniu tej godziny w samochodzie robi się blada jak ściana. W programie drugiego roku studiów bibliotekoznawczych znajduje się obowiązkowa, pięciodniowa wycieczka. Płaci za nią uczelnia, więc polega ona na jeżdżeniu po Polsce i odwiedzaniu miejsc, do których można wejść za darmo lub za niewielką opłatą. Chciałam wrócić z tej podróży jeszcze zanim spakowałam wal...

Faccio la filologa

Obraz
Tekst dotyczący studiów wyższych powinien być napisany zgodnie z akademickimi standardami, a więc zawierać hipotezę, argumenty i wnioski. I tak zrobię. Hipoteza Nie można nie kochać studiów, które wybrałam. Tak, wiem, że jeszcze niedawno pisałam Samobójstwo na 1000 sposobów na wykładach z literatury, ale takie zajęcia też są potrzebne, żeby... właściwie nie wiem, po co, ale przynajmniej miałam materiał na Kroniki. Argument pierwszy Nauka języków obcych jest fascynująca. Im więcej języków znamy, tym głupsze skojarzenia nam przychodzą do głowy. Te relacje między językami, podobieństwa, różnice, dosłowne i niedosłowne tłumaczenia, te pościgi, te wybuchy! Z drugiej strony zajmuje nam dłuższą chwilę rozszyfrowanie, dlaczego internety śmieją się z portugalskiego ciastka ze śmietany (pastel de nata). Języka włoskiego zaczęłam się uczyć niedawno, więc jeszcze go nie czuję, jeszcze muszę go sobie tłumaczyć żeby rozumieć. Colazione to śniadanie, tappeto to dywan, a divano to sofa. Mo...

Miłość na ścieżkach rowerowych

Obraz
Jako że dziś walentynki, napiszę o czymś, co kocham: co widzę, gdy jeżdżę na rolkach. Osobiście uważam, że ścieżka rowerowa jest rowerową tylko z nazwy i tak naprawdę jest terenem przeznaczonym do uprawiania różnych sportów tak, aby nie sprawiać zagrożenia dla innych osób. Wielu rowerzystom marzy się ścieżka tylko dla nich, co przypomina mi postawę osób postulujących zakaz wstępu dzieciom do jakicholwiek przestrzeni publicznych: restauracji, sklepów czy przystanków autobusowych. Nie bądźmy egoistami, zmieścimy się wszyscy, świata nie zabraknie. Mnie, na przykład, nic i nikt nie przeszkadza na ścieżce rowerowej oprócz... rowerzystów. Nie lubię, gdy naprzeciwko mnie jedzie rowerzysta trzymający spokojnie dłonie na udach, bo przecież jest mistrzem w jeździe bez trzymanki. Nie lubię tego, ale to jeszcze nie irytacja. Irytują mnie rowerzyści, którzy trzymają jedną rękę na kierownicy, a drugą, razem z głową kierują do torebeczek czy kieszeni umieszczonych tak, że nie mają możliwoś...

Sąsiadka

W czerwcu miała miejsce taka niezwykła historia: – Sąsiadka się skarży, że dwadzieścia lat w jednym bloku mieszkamy, a dzieci „dzień dobry” nie mówią – opowiada Abuela. Wprowadzam w ruch trybiki w rozumku. Przecież grzecznie się witam ze wszystkimi, nawet sobie chwilę porozmawiamy. Ostatnio sąsiadka pytała, kiedy obrona... Tylko do tych nowych rzadko się odzywam, ale oni jacyś tacy smutni. Jeszcze ani razu nie widziałam, żeby się uśmiechali [minęło ponad pół roku, a uśmiechu nadal nie widziałam]. – Która sąsiadka? – dopytuję. – Ta z trzeciego piętra, gdzie jamnika mieli. – Ale jamnika to mieli ci dwaj faceci, ojciec z synem. – I jest też żona i matka. – TO Z NIMI MIESZKA JAKAŚ KOBIETA?! Trochę mi to zajęło, ale po dwudziestu trzech latach zorientowałam się, że mam sąsiadkę, której powinnam się kłaniać. Już nawet wiem, jak wygląda. I tak, kilka dni przed świętami śpię sobie jak zawsze, ponieważ mam kochanego pieska i jeżeli ja będę spać do 14, to jej też nie będzie ...