Tłumaczenie albo psikus
Jako że dzisiaj Halloween, które z racji wyznawanego systemu filozoficznego obchodzę, opowiem Wam straszną, przerażającą, mrożącą krew w żyłach opowieść. Będzie to druga część Dr Jekylla i pana Tłumacza . Zatem, jeśli jesteście na tyle odważni, zgaście światła, włączcie nastrojową muzykę i oddajcie się lekturze. Łohoho, też mi robota – tłumaczenie. Co w tym może być trudnego? Se znajdujesz hasło i se spisujesz. Co to, w słowniku nie ma podskarbiego litewskiego ? Jest, akurat podskarbi litewski to mój najmniejszy problem. Wyobraźmy sobie, że autor oryginału jest debilem. Zdarza się, kto mu zabroni? Teksty kompletnie idiotyczne, bez ładu i składu można tłumaczyć bez poprawek. Czytelnik nie będzie miał wątpliwości, kto tu jest idiotą. Znacznie gorzej, gdy autor jest przeciętny, ale się stara i tylko czasem pomyli znaczenie wyrazów, które wyrażają podobne koncepty albo w utartym zwrocie podmieni wyraz na bardzo zbliżony znaczeniowo i sprawi, że wyrażenie jest niby poprawne, ale nie...